
Pandemia pokazała, że polski sektor finansowy – choć sam w sobie jest postrzegany jako bardzo innowacyjny – wciąż planuje kolejne inwestycje w obszarze technologii. W horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Co ciekawe, w konsekwencji pandemii COVID-19, skutkującej przyspieszeniem procesów digitalizacji we wszystkich branżach, banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe, a zwłaszcza pozyskanie wykwalifikowanych pracowników IT. Takie konkluzje przyniosło badanie przeprowadzone przez KIR i Accenture wśród CIO dziewięciu kluczowych banków na polskim rynku. Eksperci podkreślają też, że kondycja sektora finansowego i jego innowacyjność będą odgrywać znaczącą rolę w budowaniu konkurencyjności polskiej gospodarki po pandemii.
– Polska pod względem innowacyjności zajmuje jedno z końcowych miejsc wśród krajów rozwiniętych i to jest niezmiernie istotne. Podobnie jak to, że źle wyglądają pod tym względem nasze mikro- i małe przedsiębiorstwa, które odgrywają w gospodarce ważną rolę. Dlatego w strategiach – zarówno państwa, jak i instytucji finansowych – muszą być zaprogramowane rozwiązania o charakterze ekonomicznym i prawnym, które będą sprzyjać innowacyjności. Pewne kroki w tym zakresie już zostały zrobione, ale nie są to jeszcze kroki wystarczające – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.
Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje rozwinięte gospodarczo, do których zalicza się też Polska, relatywnie szybko powrócą do wzrostowego trendu sprzed pandemii. Potwierdza to wzrostowa tendencja PKB, który w II kwartale br. wzrósł realnie o rekordowe 11,1 proc. r/r. W porównaniu z ubiegłym rokiem silnie odbiła wymiana handlowa i konsumpcja gospodarstw domowych. Powoli odradzają się też inwestycje. Podtrzymanie szybkiego tempa rozwoju gospodarczego będzie – jak wskazują eksperci – wymagać jednak dużego wzrostu innowacyjności i dalszego upowszechniania technologii cyfrowych, które znajdują zastosowanie w każdej dziedzinie gospodarki.
– W krajach na dorobku, które chcą doganiać inne gospodarki, potrzebna jest też wiedza. Dlatego ważne jest budowanie współpracy między polskimi uczelniami, przedsiębiorcami i samorządami. Taki ekosystem powstaje i mam nadzieję, że będzie się rozwijał coraz lepiej – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz. – Mamy niepowtarzalną szansę, przed nami Krajowy Plan Odbudowy, polityka spójności rozpisana na wiele lat, Zielony Ład i program dekarbonizacji polskiej gospodarki, które będą realizowane przez dekady. To oznacza, że w wielu obszarach – począwszy od energetyki, poprzez ochronę zdrowia, aż po edukację – będą następować ogromne zmiany i pojawiać się ogromne szanse. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co chcemy zrobić, i zgodnie budowali program wspierania polskiej innowacyjności.
Dużą rolę w budowaniu konkurencyjności krajowej gospodarki odgrywa sektor bankowy, który finansuje sektor przedsiębiorstw i dostarcza kapitał m.in. na rozwijanie innowacji. Jak podkreśla prezes ZBP, co roku udzielanych jest ok. 6–8 mln kredytów, z czego istotna część trafia właśnie do mniejszych firm. Co istotne, polski sektor finansowy jest postrzegany jako bardzo innowacyjny. Działające w Polsce instytucje finansowe inwestują i błyskawicznie adaptują nowinki technologiczne, do czego skłaniają je m.in. rosnące oczekiwania ze strony klientów, coraz surowsze otoczenie regulacyjne, presja ze strony fintechów i konieczność zadbania o cyberbezpieczeństwo.
– Praktycznie wszystkie usługi, które realizujemy, są związane z cyfryzacją. To m.in. rozliczenia międzybankowe, usługi płatnicze, w których KIR jest cyfrowy od dawna, podobnie jak w usługach identyfikacji zdalnej czy podpisu elektronicznego – mówi Piotr Alicki, prezes zarządu KIR. – W ostatnim czasie okazało się, że te cyfrowe usługi są bardzo potrzebne na rynku i to nie tylko w sektorze finansowym. Nasze rozwiązania są intuicyjne dla użytkownika, a co najważniejsze bezpieczne i łatwe do zastosowania w szeroko pojętej gospodarce i usługach publicznych.
Polski sektor finansowy nadal ma jednak wiele do zrobienia w obszarze technologii. Ankieta przeprowadzona przez KIR i Accenture wśród zarządzających działami IT w dziewięciu działających w Polsce bankach pokazała, że w horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Wskutek pandemii COVID-19 banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe.
– Największym wyzwaniem – oprócz cyberbezpieczeństwa, bo ono jest sektorowym standardem, o który wszyscy się troszczą – okazuje się kwestia dostępności wykwalifikowanych kadr. Ostra konkurencja o odpowiednio wyszkolonych pracowników jest jednym ze skutków pandemii. Ten okres pokazał konieczność cyfryzacji wielu procesów biznesowych i świadczenia usług w sposób zdalny, a wdrażanie rozwiązań opartych na technologii wymaga zaangażowania specjalistów IT na dużo większą niż dotychczas skalę – mówi Piotr Alicki.
Cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy trend w biznesie uzyskało wśród odpowiadających CIO 159 punktów, natomiast zarządzanie kadrami IT i bezpieczeństwa – 156. Kolejny trend – personalizacja usług bankowych – ma już ich 87, podobnie jak automatyzacja pracy i kompetencje pracownicze.

Trzecia edycja programu Mój Prąd, z budżetem przekraczającym 530 mln zł, wciąż cieszy się rekordową popularnością. Do tej pory do NFOŚiGW wpłynęło już ok. 150 tys. wniosków o dofinansowanie przydomowej fotowoltaiki. Fundusz szacuje, że budżet programu wystarczy w sumie na sfinansowanie ok. 178 tys. wniosków i przy obecnym tempie za chwilę się wyczerpie. NFOŚiGW pracuje już jednak nad uruchomieniem kolejnej, czwartej edycji, która ma zachęcić prosumentów do autokonsumpcji energii wytwarzanej w gospodarstwach domowych. Trwają też prace nad poszerzeniem kolejnego, popularnego programu Czyste Powietrze o dotacje na wymianę kopciuchów w budynkach wielolokalowych.
– Wiadomo, że smog powstaje nie tylko w zabudowie jednorodzinnej, ale i wielolokalowej. Pracujemy więc nad programem dla takich budynków. Wprowadziliśmy już dwa pilotaże w województwie zachodniopomorskim i dolnośląskim na wymianę kopciuchów w zabudowie wielolokalowej – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Mirowski, wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Dolnośląski pilotaż zakłada wymianę 720 nieefektywnych źródeł ciepła oraz termomodernizację w 60 budynkach wielorodzinnych. Na ten cel zarezerwowano 20 mln zł. Beneficjentami programu mogą zostać właściciele lokali, ale też wspólnoty mieszkaniowe. Pilotaż, który będzie prowadzony przez WFOŚiGW we Wrocławiu, planowany jest na lata 2021–2024. Nabór wniosków ruszy w październiku br.
– Z tych pilotaży wyciągniemy wnioski i zaimplementujemy je do programu, który chcemy uruchomić na początku 2022 roku. Budżet tego programu ma wynieść ok. 2 mld zł. Pracujemy jeszcze nad warunkami dofinansowania, ale z pewnością będziemy chcieli dotrzeć do setek tysięcy beneficjentów – podkreśla wiceprezes NFOŚiGW.
Pilotaż to nowa propozycja uzupełniająca program Czyste Powietrze, który jest ukierunkowany na walkę ze smogiem i niską emisją, a jego celem jest doprowadzenie do masowej wymiany starych pieców węglowych (tzw. kopciuchów) i gruntownej termomodernizacji budynków mieszkalnych. To jeden z największych tego typu programów w Europie, z budżetem przekraczającym 100 mld zł. Do tej pory beneficjenci złożyli już ponad 300 tys. wniosków o dofinansowanie na łączną kwotę 5 mld zł. W ostatnim czasie jego realizacja znacząco przyspieszyła dzięki wprowadzonym przez NFOŚiGW ułatwieniom.
– Wcześniej tygodniowo było składanych około 2 tys. wniosków, teraz praktycznie co tydzień mamy ich od 4 do 4,5 tys. – mówi Paweł Mirowski. – Znacznie usprawniliśmy proces składania wniosków o dofinansowanie, uprościliśmy też sam wniosek. Bazujemy teraz na oświadczeniach beneficjentów, nie wymagamy dodatkowych zaświadczeń. Dodatkowo wnioski można składać tylko w formie elektronicznej, poprzez portal Gov.pl.
Jak wskazuje, duży wpływ na przyspieszenie programu Czyste Powietrze miało też nawiązanie współpracy z samorządami, które wyraziły chęć udziału w jego wdrażaniu. Zgłosiło się prawie 2 tys. gmin z całej Polski, które mogły skorzystać z systemu zachęt.
– Każdy mieszkaniec w gminie, która podpisze takie porozumienie, może przyjść, zasięgnąć informacji i złożyć wniosek o dofinansowanie, a gmina prześle go dalej do wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska. To spowodowało, że dostęp do programu jest łatwiejszy – mówi wiceprezes NFOŚiGW. – Efekty zaczyna przynosić też włączenie do programu sektora bankowego. Od 6 lipca br. dwa pierwsze banki, czyli Alior i Bank Ochrony Środowiska, udostępniają beneficjentom kredyt Czyste Powietrze z dopłatą dotacyjną do spłaty kapitału. Jeżeli beneficjent dostanie taki kredyt w banku i weźmie dotację, to ona będzie częściowo przeznaczona na spłatę kapitału, co też przełoży się na niższe raty.
Rekordową popularnością wciąż cieszy się kolejny z programów NFOŚiGW, czyli Mój Prąd, nakierowany na szerokie stosowanie fotowoltaiki prosumenckiej. W dwóch poprzednich edycjach beneficjenci złożyli ponad 250 tys. wniosków o dofinansowanie mikroinstalacji PV. Łączny budżet trzeciej edycji Mojego Prądu to 534 mln zł, co wystarczy w sumie na dofinansowanie 178 tys. wniosków (wartość dofinansowania wynosi obecnie 3 tys. zł, ale nie więcej niż 50 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji). NFOŚiGW szacuje, że przy obecnym tempie składania wniosków (dziennie wpływa ich ok. 2 tys.) budżet programu lada moment się wyczerpie. Fundusz rozmawia już jednak z branżą i Ministerstwem Klimatu i Środowiska o uruchomieniu kolejnej edycji Mojego Prądu.
– Ta czwarta edycja będzie znacznie różnić się od poprzednich. Chcemy postawić na to, aby zachęcać prosumentów do autokonsumpcji energii, którą wytworzą u siebie w gospodarstwie, żeby jak najmniej tej energii trafiało do sieci elektroenergetycznej. To pozwoli przede wszystkim uchronić sieci niskiego napięcia przed przeciążeniami, które powstają przy tak dużej liczbie prosumentów. Skorzysta też na tym beneficjent, bo dostanie dofinansowanie na dodatkowe komponenty – zapowiada Paweł Mirowski.
Dziś liczba prosumentów to ok. 700 tys., a do końca roku może być ich już milion. Tak szybki rozwój wiąże się z wyzwaniami sieciowymi. Obowiązujący system opustów sprzyjał temu, by sieć traktować jako wirtualny magazyn energii. To jednak ma się zmienić w przyszłym roku.
– System opustów polegał na tym, że oddawaliśmy całą niewykorzystaną część energii, natomiast 80 proc. tego, co oddaliśmy, mogliśmy później odebrać bez dodatkowych opłat. Tego już prawdopodobnie nie będzie od nowego roku i ta czwarta edycja Mojego Prądu będzie również zmodelowana na nowy system rozliczania prosumentów, ale to dopiero po przeprowadzeniu i dokończeniu konsultacji przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska i przeprowadzeniu całego procesu legislacji – mówi wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Zgodnie z zapowiedziami resortu klimatu i środowiska konieczne będzie odejście od systemu opustów, ale nowe regulacje mają być nadal atrakcyjne dla prosumentów.

Szybsze niż prognozowane odbicie w gospodarce sprawia, że aktywność klientów Citi Handlowy wraca do poziomów sprzed pandemii – wynika z raportu wynikowego banku za II kwartał. Widać to zarówno w segmencie korporacyjnym, jak i indywidualnym, m.in. po wzroście wolumenu transakcji kartami kredytowymi. Widoczna jest aktywność eksportowa firm – o 1/3 zwiększył się wolumen wymiany walut przez przedsiębiorstwa, a o 16 proc. wzrosła liczba przelewów zagranicznych. Po raz trzeci z rzędu bank znacząco zwiększył też akcję kredytową w branżach nastawionych na eksport.
Jak wynika z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego, w II kwartale tego roku produkt krajowy brutto wzrósł o prawie 11 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. W ujęciu rocznym jest to najwyższy wzrost w historii.
– Oczekujemy, że szybsze niż prognozowane odbicie gospodarcze pozytywnie przełoży się na rozwój naszych klientów. Będziemy ich w tym wspierać, między innymi oferując nowoczesne rozwiązania, które ułatwią im prowadzenie biznesu w Polsce i na rynkach międzynarodowych – powiedziała podczas wideokonferencji Elżbieta Czetwertyńska, wiceprezes zarządu, kierująca pracami zarządu banku Citi Handlowego.
– Dla tych klientów, dla których rynek polski okazał się za mały i chcieli wyjść na rynki zagraniczne, Citi Handlowy jest oczywistym partnerem poprzez swoje przewagi zarówno w obszarze wymiany walut, jak i bankowości transakcyjnej oraz globalnej sieci – podkreśla Natalia Bożek, wiceprezes zarządu banku do spraw finansowych.
Według szacunków banku wzrost eksportu w całym 2021 roku sięgnie 15 proc., a w 2022 roku dołoży kolejne 10,7 proc.
– Dzięki doświadczeniu zdobytemu wśród globalnych firm digital Citi Handlowy stworzył unikatową ofertę dla klientów z obszaru e-commerce, która proponuje zarówno automatyzację procesów, jak i transakcje wymiany walut i zarządzanie płynnością. Jesteśmy bankiem pierwszego wyboru dla firm globalnych, natomiast w tym kwartale skoncentrowaliśmy się na małych firmach, które mają aspiracje, by działać globalnie, i do nich ta oferta została dostosowana – mówi Natalia Bożek.
W wolumenach transakcyjnych Citi Handlowego rośnie udział firm nowej ekonomii, zwłaszcza z segmentów gier mobilnych i dowozów jedzenia, dynamicznie się rozwijających podczas pandemii. Depozyty globalnych firm digital na koniec czerwca w banku były o ponad połowę wyższe niż w grudniu zeszłego roku. Wspieraniu tego segmentu służy nawiązana niedawno współpraca ze spółką PayU oferującą szybkie płatności online.
– Widzimy obiecującą dynamikę w segmencie bankowości przedsiębiorstw, czego zdecydowanym dowodem jest wzrost produkcji przemysłowej. Na podstawie danych z II kwartału widać, że jest on znacznie powyżej trendu jeszcze sprzed czasów pandemii – podkreśla wiceprezes zarządu do spraw finansowych. – Beneficjentami tej produkcji przemysłowej są główne gałęzie przemysłu, które stoją za wzrostem eksportu, zwłaszcza urządzenia elektryczne i elektroniczne. Cieszy nas fakt, że Bank Handlowy podąża za tymi trendami, że wolumeny kredytowe w branży produkcji urządzeń elektronicznych i elektrycznych osiągnęły 14 proc. wzrostu rok do roku.
Odbicie w gospodarce wiąże się także z większym optymizmem wśród klientów indywidualnych banków.
– Zauważyliśmy prawie że powrót do zachowań sprzed pandemii, co się przejawia m.in. we wzroście transakcyjności. Analizując dane transakcyjne dla wydatków na karcie kredytowej, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, widzimy, że wolumeny w II kwartale tego roku były istotnie wyższe niż przed rokiem. Istotne jest również to, że w tym okresie one z miesiąca na miesiąc wykazywały trend wzrostowy – podkreśla Natalia Bożek.
O lepszych nastrojach konsumentów mogą świadczyć przykładowo dane o dobrej dynamice przychodów prowizyjnych na kartach kredytowych (o 12 proc. w ujęciu kwartalnym) czy wyższej transakcyjności w branży turystycznej. O ponad 120 proc. wzrosła sprzedaż kart kredytowych u partnera banku – sieci handlowej OBI.
W raportowanym okresie straciły na atrakcyjności depozyty, co nie dziwi, zważywszy na 5-proc. inflację i praktycznie zerowe stopy procentowe. W ujęciu kwartalnym ich wartość spadła o 4 proc., a rok do roku aż o 23 proc. Z kolei inwestycje i ubezpieczenia odnotowały wzrost o jedną czwartą w porównaniu ze stanem sprzed roku.
– W II kwartale byliśmy świadkami wzrostu sprzedaży produktów inwestycyjnych. W efekcie w segmencie wealth management portfel środków pod zarządzaniem osiągnął rekordowy poziom, co w połączeniu ze spadkiem salda depozytów klientów indywidualnych kwartał do kwartału pokazuje, że nasi klienci bardzo aktywnie poszukują alternatyw dla ochrony wartości swoich aktywów finansowych – wyjaśnia Natalia Bożek
Sprzedaż produktów inwestycyjnych w II kwartale wzrosła aż o 34 proc., a saldo produktów inwestycyjnych – o 39 proc. w ujęciu rocznym. Jak podkreślają przedstawiciele banku Citi Handlowy, trend wzrostowy utrzymywał się również w lipcu, co dobrze wróży również na drugą połowę roku.
Zysk netto banku w II kwartale 2021 roku wyniósł 73 mln zł i był o 19 proc. niższy niż w I kwartale, co wynikało z niższej aktywności w obszarze działalności skarbcowej. Ten obszar odpowiadał jednak za dynamiczny wzrost w I kwartale. W całej I połowie roku zysk netto dla akcjonariuszy wyniósł blisko 468 mln zł i był trzy razy wyższy niż w 2020 roku. Przedstawiciele banku Citi Handlowy podkreślają, że dzięki silnej bazie kapitałowej może on wypłacić 100 proc. zysku za 2020 rok.

Ponad 90 proc. Polaków surowo ocenia posłużenie się cudzym dowodem w celu zaciągnięcia kredytu. Z kolei 63 proc. rodaków jest w stanie usprawiedliwić pracę na czarno, aby uniknąć ściągnięcia długów z pensji – wynika z nowego badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych. Pokazuje ono też, że połowa Polaków akceptuje zachowania takie jak zatajanie informacji uniemożliwiających wzięcie kredytu albo przepisywanie majątku na rodzinę, żeby uniknąć płacenia długów. – Poziom akceptacji dla nieetycznych zachowań w finansach na przestrzeni ostatniego roku zmalał – mówi Marcin Czugan, prezes ZPF.
– Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych stanowi pewną miarę moralności finansowej Polaków. Opiera się na ocenach zachowań konsumentów naruszających pewne standardy etyczne bądź normy prawne. Badani są pytani o to, czy i w jakim stopniu można usprawiedliwiać zachowania takie jak np. posługiwanie się cudzym dokumentem tożsamości, aby uzyskać kredyt, albo podejmowanie pracy na czarno, aby uniknąć ściągania długów z pensji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Lewicka-Strzałecka, emerytowana profesor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.
– Poziom akceptacji dla nieetycznych zachowań w finansach na przestrzeni ostatniego roku zmalał, tzn. na najbardziej fundamentalne pytanie w badaniu, czy oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym, w zeszłym roku 90 proc. ankietowanych odpowiedziało: tak, jest zawsze obowiązkiem moralnym. W tym roku ten odsetek wzrósł do 92 proc. Na wyniki te wpływ miała pandemia. Społeczeństwo zrozumiało, że w dobie perturbacji w gospodarce zapewnienie prawidłowego obiegu pieniądza jest bardzo istotne i wszelkie odchylenia od normy finalnie mogą powodować szkody, zarówno dla przedsiębiorstw, jak i obywatelek lub obywateli, chociażby w zakresie transferów socjalnych – wskazuje Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.
Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych, czyli badanie moralności finansowej Polaków, jest przeprowadzany cyklicznie od sześciu lat na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce (ZPF). Jego nowa edycja pokazuje, że w ciągu ostatniego roku nieznacznie spadła akceptacja dla nieetycznych zachowań w finansach. Z drugiej strony pandemia COVID-19 spowodowała też większą skłonność Polaków do usprawiedliwiania niemoralnych zachowań np. trudną sytuacją finansową albo szukania przyczyny w działaniach urzędów, regulacjach prawnych czy wysokich podatkach.
– Wartość indeksu wyniosła w tym roku 45 proc., co oznacza, że badane osoby są skłonne do usprawiedliwiania nadużyć finansowych w ponad 2/5 sytuacji – mówi prof. Anna Lewicka-Strzałecka. – To wskazuje na wciąż wysoki poziom społecznego przyzwolenia na nieetyczne zachowania konsumenckie. Wartość indeksu okazała się też wyższa niż w poprzednich edycjach – co może wskazywać na postępującą erozję norm etycznych. Źródeł tej erozji można szukać m.in. w poczuciu niepewności finansowej gospodarstw domowych, do której w ostatnim czasie przyczyniła się pandemia.
Największy poziom społecznego przyzwolenia, podobnie jak w poprzednich latach, dotyczy pracy na czarno, aby uniknąć ściągania długów z pensji. Takie zachowanie jest w tej chwili skłonnych usprawiedliwić ponad 63 proc. Polaków.
– Praca na czarno w celu uniknięcia długów niezmiennie co roku jest numerem jeden w naszym badaniu. W okresie pandemii zauważyliśmy też wzrost płacenia gotówką bez paragonu, żeby uniknąć opłaty podatku VAT, co jest niepokojącym trendem – mówi Marcin Czugan.
W najmniejszym stopniu Polacy są zaś skłonni zaakceptować posłużenie się cudzym dokumentem w celu zaciągnięcia kredytu. To najbardziej surowo oceniane zachowanie w całym badaniu – 90 proc. Polaków nie znajduje dla niego usprawiedliwienia.
– W porównaniu do zeszłorocznego badania spadł również odsetek tych osób, które akceptują zatajenie informacji w celu wzięcia kredytu czy pożyczki – wskazuje prezes ZPF.
Indeks pokazuje też, że w tej chwili niecałe 46 proc. Polaków uważa, że zatajanie informacji uniemożliwiających wzięcie kredytu jest działaniem nagannym. Dla porównania jeszcze w 2019 roku, przed pandemią, ten odsetek wynosił 52,4 proc.
– Z dobrych informacji: z 60 do 55 proc. spadł również odsetek tych respondentów, którzy są w stanie zaakceptować przepisywanie majątku na rodzinę, żeby uniknąć płacenia długów. 55 proc. respondentów jest też w stanie zaakceptować zmianę rachunków bankowych, żeby nie zajął ich komornik sądowy. Mimo spadku tych wskaźników nadal niepokoi jednak ich wysokość – mówi Marcin Czugan. – Niepokojące jest również to, że wzrósł odsetek respondentów, którzy akceptują brak znajomości warunków udzielenia kredytu. Umowy trzeba czytać, analizować i trzeba znać warunki udzielenia kredytu lub pożyczki.
Jak wynika z badania – nieco ponad 52 proc. Polaków jest skłonnych usprawiedliwić to, że ktoś zaciąga kredyt, nie zapoznając się dokładnie z warunkami jego spłaty. Rok temu ten odsetek był nieznacznie niższy (51 proc.). Około 1/3 Polaków uważa za dopuszczalne zawyżanie wartości poniesionych szkód, żeby uzyskać nienależne odszkodowanie, albo wykorzystywanie błędu kasjera, który pomylił się na swoją niekorzyść.
– Z badań wynika też, że to mężczyźni – w większym stopniu niż kobiety – są skłonni do przymykania oka na nadużycia konsumenckie. Ten wniosek koresponduje też z wynikami innych badań, wskazującymi na wyższy rygoryzm moralny kobiet. Inną, powtarzalną prawidłowością okazało się to, że wymagania moralne rosną wraz z wiekiem. To znaczy, że nieetyczne zachowania w najmniejszym stopniu byli skłonni usprawiedliwiać emeryci i osoby starsze. Natomiast najczęściej usprawiedliwiały je osoby młode. To może być efektem różnicy międzypokoleniowej, spowodowanej funkcjonowaniem w odmiennych systemach gospodarczych, albo funkcją naturalnego procesu rozwoju moralnego – mówi prof. Anna Lewicka-Strzałecka.
Jak wskazuje, nadużycia w obszarze finansów najczęściej usprawiedliwiają też osoby, które czują się pokrzywdzone przez instytucje finansowe i mają z nimi złe doświadczenia, natomiast najrzadziej – osoby, które są zadowolone z ich usług.
– Reasumując, moralny permisywista to raczej mężczyzna, osoba młoda, z zaciągniętym kredytem lub pożyczką i mająca trudności z jego spłatą, oraz osoba czująca się pokrzywdzona przez instytucje finansowe – mówi emerytowana profesor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.
Jednym z najbardziej skutecznych, pozasądowych sposobów wywierania nacisku na dłużników i osoby, które dopuszczają się nieetycznych zachowań finansowych, są prowadzące rejestry dłużników biura informacji gospodarczej. Wpis do takiego rejestru skutecznie uniemożliwia zaciągnięcie kredytu, ponieważ banki sprawdzają w nich swoich klientów przed udzieleniem finansowania – podobnie jak m.in. telekomy czy operatorzy telewizji kablowej przed podpisaniem umowy.
– Polacy w większości wiedzą, czym są biura informacji gospodarczej i rejestry dłużników, a im konsument starszy – tym bardziej świadomy istnienia tego typu instytucji. Ta świadomość rośnie też wraz z wykształceniem. W największym stopniu dotyczy osób, które posiadały kredyt i go spłaciły. Z kolei ci, którzy nie mają żadnych kredytów ani innych zobowiązań, nie zawsze wiedzą o istnieniu rejestru dłużników – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
Statystycznie o istnieniu tego typu instytucji wie czterech na pięciu Polaków. Około 70 proc. deklaruje też, że – figurując w takim rejestrze – od razu spłaciłoby swoje zobowiązania finansowe.
– Ogół społeczeństwa pozytywnie ocenia rolę biur informacji gospodarczych w gospodarce, bo pomagają ściągać zaległości, a w rejestrze można też sprawdzić osobę bądź firmę i podjąć bardziej świadomą decyzję finansową. Natomiast gorzej oczywiście oceniają nas dłużnicy, bo istnienie takich instytucji utrudnia im życie – mówi Sławomir Grzelczak.

Polacy pożyczyli już w bankach rekordową kwotę 500 mld zł na mieszkania i domy. Liczba udzielonych kredytów hipotecznych w I połowie 2021 roku wzrosła o prawie 23 proc., ale ich wartość – aż o 33 proc., co oznacza, że na zakup nieruchomości potrzebujemy coraz wyższych kwot. Średnia wartość kredytu sięgnęła już niespotykanego dotąd poziomu 318 tys. zł. Wzrost pożyczanych sum obserwowany jest również w innych kredytach: ratalnych i gotówkowych. – To pokazuje, że nad rynkiem nie ciąży już widmo pandemii – ocenia dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.
W pierwszej połowie br. w każdym segmencie rynku kredytowego odnotowano wzrost zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec czerwca wyniosło 712 mld zł.
– Pierwsze półrocze 2021 roku zakończyło się wysokim odbiciem w każdej kategorii kredytów. Wspólnym mianownikiem tego wzrostu jest to, że wydłużają się okresy kredytowania oraz rosną średnie kwoty nowo udzielonych kredytów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa.
W tym okresie najmocniejsze odbicie zanotowały hipoteki, stanowiące 70 proc. wartości całego portfela kredytowego. Banki udzieliły ponad 132 tys. takich produktów na kwotę 41,6 mld zł. To odpowiednio o 23 proc. i 33 proc. więcej niż w I połowie 2020 roku.
– Jesteśmy świadkami najwyższej w historii wartości kredytów hipotecznych, które na koniec czerwca 2021 roku przekroczyły wartość 500 mld zł. Średnia kwota nowo udzielonego kredytu hipotecznego jest również rekordowa i wyniosła w I półroczu 318 tys. zł. Szacujemy, że cały rok 2021 zakończy się sprzedażą kredytów na poziomie przekraczającym 80 mld zł, co będzie również rekordową wartością w historii obserwacji tego rynku – zapowiada prezes BIK.
Jedną czwartą wszystkich hipotek stanowią kredyty na kwotę wyższą niż 500 tys. zł. Ich sprzedaż wzrosła w analizowanym okresie o 68 proc. r/r (przy średnim wzroście na poziomie 22,7 proc.). Dla porównania kredyty do 150 tys. zł stanowią niecałe 6 proc. rynku. Tak wysoka sprzedaż kredytów wysokokwotowych to efekt rosnących cen nieruchomości i materiałów budowlanych, lecz także w miarę łagodnej polityki kredytowej banków i niskich stóp procentowych.
Coraz wyższe kwoty zaciąganych kredytów charakteryzują też rynek produktów ratalnych. Banki i SKOK-i udzieliły ich w I półroczu ponad 1,73 mln na kwotę 8 mld zł, o prawie 28 proc. wyższą niż rok wcześniej (przy wzroście liczbowym na poziomie niższym niż 8 proc.).
– W tej kategorii widzimy pewne odwrócenie trendu. Na początku pandemii Polacy zaciągali sporo drobnych kredytów ratalnych, w tej chwili więcej jest zaciąganych na wysokie kwoty. Kredyty ratalne przekraczające kwotę 10 tys. zł stanowią już 45 proc. produkcji nowych kredytów – mówi dr Mariusz Cholewa.
Dynamiczne wzrosty notowane były także w segmencie kredytów gotówkowych. Ich liczba w okresie od stycznia do końca czerwca br. wzrosła o 14,2 proc., a wartość – o 26 proc. (do kwoty 32,1 mld zł).
– Szacujemy, że drugie półrocze będzie na podobnym poziomie jak pierwsze, co oznacza, że łącznie przekroczymy wartość 64 mld zł. Tutaj również widzimy koncentrację na kredytach wysokokwotowych. Kredyty o wartości powyżej 50 tys. zł przekraczają 44 proc. całej produkcji kredytów gotówkowych z I półrocza – wyjaśnia prezes zarządu BIK.
Dla porównania kredyty gotówkowe do kwoty 5 tys. zł odpowiadają dziś za niecałe 4 proc. sprzedaży tych produktów.
Wzrost wartości kredytów oznacza wyższe ryzyko związane ze spłacalnością zadłużenia. Banki jednak dokładniej niż przy kredytach niskokwotowych analizują zdolność i wiarygodność kredytobiorców. Kolejnym czynnikiem ryzyka jest możliwość podnoszenia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Zdaniem prezesa BIK na razie nie ma jednak powodów do niepokoju.
– Nie sprawdziły się obawy z początku pandemii, że będziemy doświadczali pogorszenia jakości spłaty kredytów. Dziś widzimy stabilizację, a w niektórych kategoriach kredytów nawet poprawę jakości. To jest spowodowane kilkoma czynnikami. Z jednej strony moratoria kredytowe pomogły przetrwać ten najtrudniejszy czas. Z drugiej strony jest to ostrożna polityka banków. Poza tym Polacy odpowiedzialnie podchodzą do kredytowania i dobrze spłacają kredyty, a najlepiej hipoteczne i ratalne – wyjaśnia dr Mariusz Cholewa.
Analiza wyników z I połowy br. skłoniła BIK do podniesienia prognoz dotyczących całego roku. Według nowych szacunków wzrost wartości udzielonych kredytów hipotecznych na koniec roku sięgnie 31 proc., kredytów ratalnych – 15 proc., a gotówkowych – 25 proc. względem całego 2020 roku.

Ponad 40 milionów ludzi na świecie znajduje się na skraju głodu, a więcej niż pół miliona już głoduje, przy czym koronawirus spowodował wyraźny przyrost osób zagrożonych głodem. Główną przyczyną są zmiany klimatu i spowodowane nimi kataklizmy, a także konflikty zbrojne. W efekcie po pandemii wirusowej światu może grozić pandemia głodu. Bez natychmiastowej pomocy organizacji humanitarnych, które zapewnią najbiedniejszym obszarom, głównie w Afryce, dostęp do żywności, nieuchronna stanie się kolejna fala imigracji.
– Pandemia głodu może nadejść, bo liczby wzrastają od 2016 roku. Ale w tym roku obserwujemy naprawdę duży wzrost liczby osób, których bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone, czyli które np. jedzą posiłki, ale rezygnują z niektórych elementów, potrzebnych np. dzieciom, do właściwego rozwoju, albo omijają jakieś posiłki, żeby oszczędzić, albo po prostu oddają swoje posiłki dzieciom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej. – Takie ukryte niedożywienie bardzo się zwiększyło wśród wielu osób, zwłaszcza osób pracujących w sektorze nieformalnym, które straciły zatrudnienie podczas pandemii.
Według danych Światowego Programu Żywnościowego 41 mln osób na całym świecie w ponad 40 krajach jest na skraju głodu, co oznacza, że nawet niewielki wstrząs może je postawić w sytuacji głodu. Już teraz jednak głoduje 600 tys. osób. Pandemia pogłębiła wszystkie istniejące kryzysy oraz konflikty zbrojne, a wybuchły też nowe. Na te czynniki nałożył się kryzys klimatyczny i kataklizmy, takie jak powodzie czy upały, które niszczą bądź uniemożliwiają uprawy.
Światowy Program Żywnościowy – agenda ONZ, uhonorowana zresztą w ubiegłym roku Pokojową Nagrodą Nobla – prowadzi obecnie siedem awaryjnych akcji ratunkowych: związanych z pandemią COVID-19 oraz z sytuacją w regionach: Demokratycznej Republice Konga, północno-wschodniej Nigerii, krajach Sahelu (ciągnący się wzdłuż południowej granicy Sahary pas, gdzie deszcz pada zaledwie przez dwa–trzy miesiące w roku), Syrii i Jemenie, gdzie trwa konflikt zbrojny, oraz w Sudanie Południowym, gdzie po tragicznych powodziach 60 proc. ludności (7 mln) cierpi głód bądź jest niedożywionych.
– Zwiększa się liczba osób, które potrzebują natychmiastowej pomocy humanitarnej, bo inaczej będą musiały przemieścić się, najpierw w obrębie własnego kraju, a później do krajów sąsiednich, ale razem ze wzrostem temperatur prawdopodobnie bardziej na północ – tłumaczy Helena Krajewska. – I jeżeli mówimy o tym, że należy pomagać na miejscu, aby później nie mieć problemu z dużą falą imigrantów lub – w tym przypadku – uchodźców, głównie klimatycznych, powinniśmy działać już teraz, aby pomóc tym osobom, by mogły odbudować swoje życie, by mogły żyć tam, gdzie się urodziły.
Polska Akcja Humanitarna obserwuje zmianę w myśleniu Polaków o żywności i potrzebie jej niemarnowania. I choć zaoszczędzonej nad Wisłą żywności nie można przetransportować do Afryki, bo koszt takiego transportu przewyższyłby wartość produktów, to zmiana podejścia, po pierwsze, może pomóc głodującym dzieciom w Polsce, do których skierowane są akcja Pajacyk PAH-u czy inne programy dożywiania dzieci albo banki żywności. Ponadto niewydane na zbędną żywność pieniądze można, choć częściowo, przeznaczyć na pomoc organizacjom charytatywnym, które kupią za nią racje żywnościowe bliżej potrzebujących.
– Problemem nie jest brak żywności per se, tylko bardziej brak możliwości zapewnienia stałego dostępu do tej żywności, czyli absolutne zniszczenie możliwości uprawiania roli albo hodowania zwierząt w niektórych krajach z powodu konfliktu zbrojnego, z powodu katastrof naturalnych czy np. dlatego, że zostały zniszczone rynki zbytu przez pandemię i restrykcje nią spowodowane – podkreśla przedstawicielka Polskiej Akcji Humanitarnej. – Tak naprawdę należałoby zaczynać od podstaw, czyli wspierać rolnictwo, wspierać osoby, które chcą dostarczyć żywność sobie, swoim rodzinom i ogólnie w kraju. To chyba są najlepsze działania, bo są długofalowe.

Pandemia COVID-19 zmusiła księgowych i biura rachunkowe do szerszego korzystania ze zdobyczy technologii i wdrożenia programów do zdalnej i automatycznej pracy. Jak pokazują badania Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych, księgowi postrzegają ostatnie miesiące jako czas rewolucji technologicznej w swojej branży, a automatyzacja i wdrożenie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji jest w tej chwili kluczowym trendem, który przesądzi o być albo nie być biur księgowych. Ten proces dodatkowo przyspieszy jeszcze wdrożenie e-faktur, które od jesieni tego roku mają być dobrowolne, ale od 2023 roku będą już obowiązkiem.
– Biura rachunkowe są coraz bardziej innowacyjne. Pandemia wymusiła na nas stosowanie takich programów, które zastępują bezpośredni kontakt z naszymi klientami i ułatwiają nam pracę. To przekłada się na komfort: klient nie musi do nas przychodzić osobiście, wszystko załatwiamy zdalnie przez internet – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Woźniak z Biura Rachunkowego Info-Plus, zrzeszonego w Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).
Podobnie jak dla innych branż pandemia COVID-19 okazała się wyzwaniem dla księgowych i biur rachunkowych. Z jednej strony tarcze antykryzysowe i szybkie zmiany legislacyjne wprowadzane przez rząd wymusiły ciągłe aktualizowanie wiedzy z zakresu bieżących przepisów. Z drugiej strony kolejne lockdowny spowodowały konieczność ograniczenia bezpośrednich kontaktów z klientami. W tej sytuacji na wagę złota okazały się programy do zdalnej i automatycznej pracy.
– Konieczne okazały się narzędzia umożliwiające przesyłanie dokumentów księgowych między przedsiębiorcami a biurami rachunkowymi. Jednym z takich narzędzi jest mOrganizer, który pozwala np. zrobić smartfonem zdjęcie faktury i ją wysłać – mówi Witold Rapczyński z Biura Rachunkowego Pitcom, zrzeszonego w OSCBR.
Ogólnopolska Sieć Certyfikowanych Biur Rachunkowych, stworzona w 2017 roku, która w tej chwili zrzesza już blisko 2 tys. podmiotów, przygotowała raport pokazujący, że księgowi postrzegają ten i ubiegły rok jako czas rewolucji technologicznej w swojej branży. Deklaruje tak 93 proc. biur rachunkowych, które oceniają, że automatyzacja procesów, wprowadzenie systemów online i algorytmów sztucznej inteligencji to konieczność, która przesądzi o ich istnieniu na rynku. Jako kluczowe branża postrzega w tej chwili technologie umożliwiające zdalną współpracę z klientami oraz automatyzację, która upraszcza procedury i uwalnia nawet 40–50 proc. zasobów ludzkich od żmudnych i czasochłonnych czynności.
– Automatyzacja powoli wchodzi do branży i trzeba się do tego przystosować. To jest przyszłość biur rachunkowych, chociaż nic nie zastąpi człowieka. Automatyzacja ułatwia nam jednak pracę, uwalnia nas od rutynowych czynności. Księgowych, którzy dawniej wprowadzali dane i wklepywali dokumenty do komputera, dziś zastępują programy, które odczytują dokumenty i automatycznie wprowadzają do systemów księgowych – mówi Ewa Woźniak.
Takie narzędzia rozwija polski fintech CashDirector, który ma ambicję zrewolucjonizowania branży księgowej. Start-up wspierany m.in. przez EC Venture, Luma Ventures i TechStars dotąd zainwestował już w rozwój 4 mln euro, a do końca tego roku planuje przeznaczyć drugie tyle. W Polsce spółka wspólnie z mBankiem w ramach sieci OSCBR rozwija mOrganizer finansów, który pozwala przedsiębiorcom prowadzić nowoczesną księgowość w chmurze, z poziomu aplikacji mobilnej. Na polskim rynku ma on już ok 120 tys. użytkowników.
mOrganizer jest dostępny dla posiadaczy konta firmowego w mBanku w zakładce „Mój biznes”. Pozwala m.in. wykonywać smartfonem zdjęcia dokumentów czy faktur kosztowych i przesyłać je do Inboxa (narzędzia umożliwiającego elektroniczne przekazywanie faktur księgowym) oraz wystawiać faktury sprzedaży – szybko i z dowolnego miejsca. Najnowsza wersja mOrganizera ma też wiele dodatkowych funkcji, jak np. możliwość uzupełnienia danych firmy z poziomu smartfona przy pierwszym wystawieniu faktury.
Według CashDirector wszystkie biura rachunkowe, które korzystają dziś z mOrganizera, będą w pełni przygotowane na powszechne wdrożenie w Polsce elektronicznych faktur. Te już za dwa lata będą obowiązkowe dla rozliczeń między firmami. W 2018 roku – jak wskazują dane Eurostatu – korzystało z nich zaledwie 13 proc. polskich firm (i 18 proc. europejskich).
– E-faktury to pomysł Ministerstwa Finansów, który ma uszczelnić system podatkowy. W tej chwili jest na etapie projektu, ale już od 1 października tego roku ma wejść jako rozwiązanie dobrowolne. Natomiast od 2023 roku to rozwiązanie będzie już obowiązkowe i wówczas wszyscy podatnicy i przedsiębiorcy będą musieli korzystać z systemu e-faktur – mówi Katarzyna Świętochowska z Kancelarii Podatkowej Katarzyna Świętochowska, zrzeszonej w OSCBR.
– E-fakturowanie zmieni sposób pracy biur rachunkowych i sposób wystawiania faktur przez przedsiębiorców. To będzie duża zmiana, więc potrzebny jest też sprawny system, który ją umożliwi. Aby e-fakturowanie zaczęło działać, konieczny jest program, który będzie łączył się z centralnym serwerem, gdzie będą się znajdowały faktury – dodaje Witold Rapczyński.
Polski system e-faktur ma być wzorowany na rozwiązaniu włoskim. Dokument w formie elektronicznej będzie wystawiany i wymieniany za pośrednictwem Krajowego Systemu E-faktur, czyli scentralizowanej, rządowej platformy. Centralny Rejestr Faktur spowoduje, że nie trzeba będzie ich ręcznie wprowadzać do systemu, bo będzie można je importować i automatycznie księgować.
– Korzystanie z systemu e-fakturowania wpłynie bardzo korzystnie na zwrot VAT-u naliczonego dla podatnika. W tej chwili podatnik czeka na zwrot 60 dni, a jeśli podatnik będzie korzystał z e-faktury, ten czas skróci się do 40 dni – wyjaśnia Katarzyna Świętochowska. – Nie trzeba będzie wystawiać duplikatów faktur, bo wszyscy będą mogli się zalogować do systemu i w każdej chwili sprawdzić bądź pobrać daną fakturę. Nie ma możliwości, aby faktura po prostu zaginęła.

Aktualizacja 12.07.2021, godz. 11:19
Sektor finansowy w coraz większym stopniu inwestuje w zielone projekty, wycofując się z finansowania tych nieekologicznych. Dla przykładu większość banków komercyjnych w Polsce rezygnuje z finansowania spółek węglowych. Zmiana polityki kredytowej to efekt rosnącej świadomości, lecz także kolejnych regulacji ukierunkowanych na dekarbonizację i ochronę środowiska. W tym kierunku zmierza też ING Bank Śląski, który wycofał się z finansowania węgla, a do 2040 roku chce ograniczyć finansowanie projektów dla branży paliw kopalnych o 19 proc. względem 2019 roku. Sam bank zamierza do końca dekady stać się neutralny klimatycznie. Zapowiada też wspieranie odnawialnych źródeł energii i innych proekologicznych inwestycji. Na ten cel przeznaczy 5,3 mld zł do końca 2023 roku.
– Banki są krwiobiegiem gospodarki. Nasze ukierunkowanie na tematy związane z ochroną klimatu, ekologią, wyrównywaniem szans czy różnorodnością jest swego rodzaju katalizatorem zachowań pozostałych podmiotów na rynku. Jeśli promujemy zielone aktywa i walkę z pogłębiającym się kryzysem klimatycznym, to kierujemy naszą uwagę i środki na transakcje oraz wspomaganie tych klientów, którym te zagadnienia są bliskie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Erdman, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.
Większość banków komercyjnych w Polsce w ostatnich latach wycofała się z finansowania spółek węglowych i firm zajmujących się produkcją energii z węgla. Taką decyzję cztery lata temu podjął też ING Bank Śląski – po 2025 roku nie będzie już w ogóle finansować klientów, których działalność jest bezpośrednio zależna od węgla energetycznego w stopniu wyższym niż 5 proc.
– Wygaszamy te relacje, nie rozpoczynamy nowych projektów ze spółkami działającymi w tym podsegmencie rynkowym. Tym samym wysyłamy do rynku sygnał, że tego rodzaju inwestycje nie są w zgodzie z naszymi celami strategicznymi – mówi Joanna Erdman. – Jesteśmy już mocno zaawansowani w realizacji tego celu. Aktywa węglowe w całym portfelu kredytowym stanowią w tej chwili 1,1 proc., a jesteśmy cztery lata przed datą graniczną.
Do 2040 roku bank chce także ograniczyć finansowanie całej branży paliw kopalnych. Jej udział we wspieranych inwestycjach ma się stopniowo zmniejszyć o docelowe 19 proc. względem poziomu z 2019 roku. Dotyczy to m.in. projektów gazowych.
– Tematem, któremu się intensywnie przyglądamy, jest gaz. Jest to o tyle trudne, że dla Polski i wielu państw będzie on paliwem przejściowym w okresie transformacji energetycznej, które ma pozwolić skutecznie odejść od węgla, a jednocześnie sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię. Dlatego na ten moment nie przewidujemy w tym obszarze żadnych gwałtownych ruchów. Natomiast stawiamy sobie cele długofalowe – założyliśmy, że do końca 2040 roku udział portfela opartego na gazie stopniowo spadnie o blisko 1/5 – podkreśla wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.
Paliwa kopalne to niejedyny segment, w którym docelowo bank zmniejszy swoje zaangażowanie. Nie finansuje też już m.in. działalności związanej z uprawą i produkcją tytoniu oraz z negatywnym wpływem na obszary chronione, leśnictwo i dobrostan zwierząt.
– Krótkoterminowo to nie są dla nas proste decyzje, ale gra toczy się o przyszłość, a nie o teraźniejszość. Staramy się wyważyć z jednej strony potrzeby biznesowe i sytuację naszych klientów, zwłaszcza w branżach bardziej eksponowanych na ryzyko klimatyczne, a z drugiej strony naszą strategię i odpowiedzialność za to, co możemy zrobić dla społeczeństwa i gospodarki – mówi Joanna Erdman.
Dlatego poza ograniczaniem udziału w inicjatywach szkodliwych dla środowiska bank także wspiera zielone projekty. Na ich finansowanie do końca 2023 roku przeznaczy 5,3 mld zł. Z tego 4,5 mld zł trafi na odnawialne źródła energii i projekty proekologiczne w obszarze korporacyjnym.
– To duża kwota, biorąc pod uwagę, że w ubiegłym, pandemicznym roku tych projektów było relatywnie niewiele, natomiast my uczestniczyliśmy w 25 proc. transakcji z obszaru OZE, które w ogóle na rynku się zmaterializowały. Mamy w tym obszarze bardzo dobre doświadczenia i chcemy je rozwijać jeszcze szybciej – zapewnia wiceprezes ING.
Jak wskazuje, kolejne 500 mln zł trafi w nadchodzących latach na wsparcie samorządów, które chcą wejść na zieloną ścieżkę.
– Myślimy głównie o wsparciu tych gmin, które planują projekty proekologiczne i prośrodowiskowe dla swoich mieszkańców i podmiotów gospodarczych. Tutaj też mamy dobre doświadczenia w finansowaniu np. hybrydowej i elektrycznej floty komunikacyjnej czy emisji zielonych obligacji. Sami też wyemitowaliśmy takie papiery, mamy więc know-how, jak to się robi – mówi Joanna Erdman.
W zieloną transformację zaangażuje się też ING Lease Polska, które przeznaczy do 2023 roku aż 300 mln zł na finansowanie pojazdów elektrycznych i hybrydowych, infrastruktury ładowania oraz promocję elektromobilności.
Kolejny krok to utworzenie funduszu grantowego dla start-upów oraz młodych, polskich naukowców, dzięki któremu będą rozwijane projekty z obszaru zrównoważonego rozwoju. Rokrocznie ING Bank Śląski będzie zasilać go kwotą 2 mln zł.
– Chcemy w ten sposób wspierać te najbardziej obiecujące, nowe technologie i idee, które mogą przyczynić się do osiągnięcia zielonego celu – wskazuje wiceprezes ING.
Jak podkreśla, zieloną transformację bank zaczyna jednak przede wszystkim od siebie. Zgodnie z Deklaracją Ekologiczną z 2021 roku do 2030 roku ING Bank Śląski ma być już całkiem neutralny klimatycznie i od czterech lat podejmuje w tym zakresie szereg działań.
– Obejmują one m.in. instalację paneli fotowoltaicznych na dachach naszych siedzib, np. w centrali w Katowicach – mówi Joanna Erdman. – To także wymiana naszej floty służbowych samochodów na pojazdy hybrydowe lub plug-in. Do 2023 roku chcemy mieć 100 proc. takich aut. Już w tym roku ten odsetek wyniesie 71 proc.
ING Bank Śląski zamierza kompensować swoją emisję CO₂, wynikającą z działalności operacyjnej, m.in. poprzez zakup 100 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Ponadto planuje podpisać umowy z dostawcami energii elektrycznej, tak aby jego pracownicy mieli zniżki na zakup energii z OZE.

Pierwsza karta płatnicza pojawiła się na polskim rynku 30 lat temu. Od tego czasu Polacy pokochali bezgotówkowe płatności – w 2020 roku liczba terminali przekroczyła milion, a tylko w IV kwartale kartami dokonano 1,56 mld transakcji bezgotówkowych o wartości 108 mld zł. Majowe badanie HASHfinanseprzyszłosci2021 zrealizowane dla Banku Millennium pokazuje, że w obszar płatności w coraz większym stopniu wkraczają technologie, a Polacy coraz chętniej płacą np. smartfonem czy zegarkiem. W najbliższych latach intensywnie będzie się rozwijać biometria. Ponad połowa osób uczestniczących w badaniu zgodziła się ze stwierdzeniem, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość Polaków. Co ciekawe, Polacy oczekują nie tylko wygodnych, szybkich i bezpiecznych płatności, ale zwracają także uwagę na ich aspekt ekologiczny.
– Rozwój płatności zmierza w kierunku ich upraszczania oraz automatyzacji i będzie przebiegać o wiele dynamiczniej niż w przeszłości. Wdrożenie technologii zbliżeniowej – obecnie bardzo popularnej – zajęło bankom i organizacjom płatniczym prawie pół wieku. Udostępnienie aplikacji mobilnej na smartfony to był już okres zaledwie kilku lat. W przypadku płatności mobilnych przebiega to jeszcze szybciej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Karpińska, dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.
Zdalne kanały kontaktu z bankiem i bezgotówkowe płatności cieszą się w Polsce bardzo dużą – i wciąż rosnącą – popularnością. Z ostatniego raportu „NetB@nk” Związku Banków Polskich wynika, że wśród klientów indywidualnych jest już ok. 27 mln aktywnych użytkowników zdalnej bankowości (mobilnej i internetowej). W najszybciej rosnącym segmencie bankowości mobilnej tylko w ostatnim kwartale ub.r. przybyło 0,5 mln nowych użytkowników, a ich łączna liczba sięgnęła prawie 14,2 mln. W tym gronie 7,45 mln to tzw. użytkownicy mobile only, którzy korzystają z bankowości zdalnej wyłącznie poprzez aplikację w smartfonie.
Dane NBP pokazują z kolei, że na koniec 2020 roku na polskim rynku znajdowało się prawie 43,7 mln kart płatniczych, z których 87,8 proc. stanowiły karty zbliżeniowe. Tylko w IV kwartale ub.r. Polacy dokonali nimi 1,56 mld transakcji bezgotówkowych (które stanowiły aż 92,2 proc. łącznej liczby wszystkich transakcji kartami).
– Według danych Narodowego Banku Polskiego już około połowa wszystkich transakcji, których dokonujemy, realizowana jest w formie bezgotówkowej – mówi Tomasz Pol, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium.
Z badania IBRiS i Banku Millennium wynika, że 21 proc. Polaków w czasie pandemii częściej niż wcześniej korzystało z płatności zbliżeniowych. Wśród nich 94 proc. po ustaniu pandemii również będzie płacić w ten sposób częściej niż gotówką. 27 proc. badanych uważa, że za 10 lat płatności zbliżeniowe wciąż będą najpopularniejszym środkiem płatniczym. Niemal co piąty Polak przewiduje, że za 10 lat najchętniej będzie płacić zbliżeniowo telefonem, z kolei 17 proc. postawi na rozwiązania biometryczne, a 10 proc. – na wearables.
– Coraz częściej można zobaczyć osoby korzystające przy terminalu płatniczym nie z plastikowej karty, ale z telefonu bądź zegarka. To powoli przestaje być technologiczną nowinką. Przyszłość to właśnie płatności mobilne i wearables, czyli np. bransoletki czy smartwatche. To jest łatwiejsze i wygodniejsze dla klienta – mówi Halina Karpińska.
– 30 lat temu pierwsza karta wymagała zdeponowania 200 ówczesnych milionów złotych w banku i cierpliwości, aby ją otrzymać. Dziś kartę można otrzymać praktycznie natychmiast na przykład w aplikacji mobilnej i chwilę potem realizować już płatności, autoryzując je chociażby biometrią. Ten trend – szybkich płatności, mocnych autoryzacji, będzie się wzmacniał się w przyszłości – dodaje Tomasz Pol.
Bank Millennium i Visa wskazują na pięć kluczowych trendów, które w najbliższych latach będą rządzić bankowością konsumencką. Jednym z nich jest dostosowanie oferty do potrzeb nowej generacji klientów, którzy świetnie poruszają się w świecie technologii, płynnie przechodząc ze świata offline do online i odwrotnie. Klient 4.0 oczekuje od banku nie tylko nowoczesnych usług finansowych, ale też bardzo głęboko spersonalizowanych, oferowanych dokładnie w tym miejscu i czasie, kiedy zaistnieje taka potrzeba.
– Naturalnym kierunkiem rozwoju będą teraz płatności, które odbywają się automatycznie, w tle, subskrypcyjne płatności z autoryzacją za pomocą biometrii, z minimalną ingerencją ze strony klienta. Ten trend upraszczania płatności i ułatwiania życia klientom jest najlepszym drogowskazem, pokazującym kierunek rozwoju płatności i technologii, które je wspierają – mówi Halina Karpińska.
Raport wskazuje, że jedną z takich technologii będzie biometria, która zacznie odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Ponad 50 proc. Polaków uważa, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość klientów bankowości. Jedno z pierwszych rozwiązań na świecie umożliwiające płatności za pomocą skanu tęczówki zostało zaprojektowane właśnie w Polsce i jest już dostępne w niemal 100 miejscach we Wrocławiu.
– Biometria będzie kluczowa dla płatności przyszłości. Przewidujemy, że już w niedalekiej przyszłości duża część płatności będzie autoryzowana biometrycznie, co wynika z faktu, że jest to najwygodniejsza metoda autoryzacji transakcji. Nie trzeba pamiętać żadnych dodatkowych haseł, a zabezpieczenie opiera się na wizerunku twarzy, liniach papilarnych czy brzmieniu głosu. Do zabezpieczenia można wykorzystać jedną bądź wiele takich cech. Dodatkowo biometria spełnia wszystkie wymogi regulacyjne dotyczące płatności, więc jest bardzo bezpieczna. Te dwa czynniki – bezpieczeństwo i wygoda – są najważniejsze dla klientów w przypadku płatności – mówi dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.
Eksperci Banku Millennium i Visa sugerują także, że usługi finansowe w przyszłości będą częściej „zaszyte” w codziennych czynnościach, dzięki czemu staną się wygodniejsze. W tym zakresie rozwijane będą takie technologie jak tokenizacja czy internet rzeczy. Przykładowo inteligentna lodówka sama zamówi brakujące produkty w sklepie i za nie zapłaci. Niektóre takie rozwiązania – jak np. płatność za przejazd autostradą przez aplikację mobilną, bez konieczności zatrzymywania się na bramkach – są już dostępne.
Z badania HASHfinanseprzyszlosci2021 wynika także, że w nadchodzących latach usługi finansowe będą coraz bardziej powiązane z dbałością o środowisko i klimat. Ponad połowa ankietowanych w ramach badania Banku Millennium zadeklarowała, że jest dla nich ważne, by karta płatnicza była biodegradowalna, wykonana z ponownie przetworzonego materiału lub miała wyłącznie cyfrową postać.
– Instytucje finansowe w ramach cyfryzacji proaktywnie poszukują takich obszarów, które mogą wesprzeć środowisko, i jednocześnie prowadzą edukację klientów, promując takie rozwiązania – wyjaśnia Halina Karpińska.
Z edukacją klientów wiąże się kolejny z trendów wskazanych w raporcie, a mianowicie rozwój usług typu parent & child, czyli kierowanych do rodziców i dzieci. Wynika to z faktu, że na rynek płatności i usług finansowych zaczynają wkraczać coraz młodsi użytkownicy. Dzieci zaczynają robić drobne zakupy w wieku siedmiu–ośmiu lat, a z konta bankowego zaczynają korzystać już dwa–trzy lata później. Gromadzą tam swoje oszczędności, płacą kartą, dokonują płatności w grach online i korzystają z aplikacji mobilnej banku. Ponad 90 proc. rodziców chce mieć jednak kontrolę nad kontem i wydatkami dziecka.
– W Banku Millennium zaoferowaliśmy w ostatnim czasie aplikację mobilną skierowaną specjalnie do najmłodszych klientów od siódmego roku życia – rachunek 360° Junior – oraz kartę, która pozwala im również na płatności telefonem. Wszystko to odbywa się pod czujnym okiem rodziców. Zależy nam na tym, aby nie tylko przesyłali kieszonkowe swoim dzieciom w odpowiedzi na prośbę wysyłaną przez specjalną funkcję w naszej aplikacji mobilnej, lecz także żeby mieli szansę uczestniczyć w ich edukacji finansowej – podkreśla Tomasz Pol.



































![Odbicie polskiej gospodarki zwiększa aktywność przedsiębiorstw. Firmy szukają możliwości rozwoju za granicą [DEPESZA]](https://polskabiz.pl/wp-content/uploads/2021/08/crop93-wykresy-1-534x462.jpeg)






