Strona główna Firmy i przedsiębiorstwa

Firmy i przedsiębiorstwa

Przyhotelowe strefy rekreacji - bezpieczne place zabaw i siłownie zewnętrzne. Przy ośrodkach wypoczynkowych często można znaleźć nowoczesne strefy rekreacyjne. Wśród zewnętrznego wyposażenia służącego do aktywnego spędzania wolnego czasu dominują place zabaw oraz siłownie zewnętrzne. W związku z trwającym właśnie sezonem urlopowym warto poruszyć temat bezpieczeństwa na placu zabaw i...
Nowoczesne rozwiązania rekreacyjne. Myśląc o bezpłatnych obiektach rekreacyjnych w przestrzeni miejskiej, każdemu z nas przychodzą do głowy place zabaw oraz niezwykle popularne w ostatnich latach siłownie zewnętrzne. W naszej okolicy pojawia się też coraz więcej skate parków, urządzeń do uprawiania street workoutu, parków linowych czy torów dla wrotkarzy. Jak doskonale...

Pandemiczne zakłócenia w łańcuchach dostaw i drastyczny wzrost kosztów transportu międzynarodowego spowodowały, że wśród firm mocno wzrosło zainteresowanie outsourcowaniem procesów i usług do krajów zbliżonych geograficznie zamiast do odległej Azji. Wojna w Ukrainie tylko nasiliła tę tendencję. Dlatego w tej chwili już 53 proc. inwestorów chce zbliżenia łańcuchów dostaw do miejsca sprzedaży produktu lub usługi, a 43 proc. spodziewa się powrotu produkcji i usług na rynek krajowy – wynika z badania firmy doradczej EY. Na tym trendzie może skorzystać Europa, w tym również Polska, która nadal przyciąga najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych w regionie CEE.

 Wydarzenia takie jak pandemia, a teraz rosyjska agresja na Ukrainę, wzbudzają pewną ostrożność u inwestorów zagranicznych. Z drugiej strony są dobrą okazją, żeby zweryfikować swoje plany inwestycyjne. Już jakiś czas temu zauważyliśmy, że łańcuchy dostaw się skracają i część produkcji przenosi się z Azji do krajów europejskich, w tym też do Polski – mówi agencji Newseria Biznes Zofia Kilian z Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

Jak wynika z raportu firmy doradczej EY, w 2020 roku bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Europie spadły o 13 proc. Był to efekt pandemii, która spowodowała, że inwestorzy wstrzymywali się z decyzjami. Jednak w ubiegłym roku ogłosili już prawie 5,9 tys. planowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie, co oznacza 5-proc. wzrost. Analitycy wskazują, że inwestorzy wciąż chętnie wybierają Stary Kontynent, mimo że popandemiczne odbicie w gospodarce okazało się wolniejsze, niż oczekiwano, a działające w Europie firmy odczuwają skutki wojny w Ukrainie m.in. w postaci sankcji czy rosnących kosztów towarów i energii.

Raport EY („Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2022”) pokazuje też, że beneficjentami tendencji do skracania łańcuchów dostaw, nearshoringu (zbliżania zakładu produkcyjnego do miejsca sprzedaży produktu lub usługi) i reshoringu (lokowania działalności z powrotem w kraju pochodzenia) są w tej chwili raczej kraje Południa niż region CEE. Wynika to z bliskości granic z Ukrainą i Rosją, co przekłada się na ograniczone zaufanie inwestorów. Między innymi dlatego największe ich rzesze przyciąga obecnie Francja, gdzie zaplanowano ponad 1,2 tys. BIZ-ów, czyli o 24 proc. więcej rok do roku. Zdecydowanie największy wzrost odnotowały jednak Włochy (o 83 proc. r/r) oraz Portugalia (o 30 proc. r/r). Polska uplasowała się wysoko, na dziewiątej pozycji, i nadal przyciąga najwięcej inwestycji zagranicznych w regionie CEE. 

Z danych EY wynika, że w 2021 roku inwestorzy zadeklarowali przeprowadzenie w Polsce 193 BIZ-ów. To o 12 proc. mniej niż rok wcześniej, choć nadal zdecydowanie wyprzedzamy pozostałe kraje regionu. Plusem jest również to, że nowe inwestycje mają przynieść aż 21 tys. miejsc pracy. To ponad czterokrotnie więcej niż w 2020 roku i blisko wyników z 2018 roku, kiedy inwestorzy deklarowali utworzenie w Polsce 22 tys. nowych miejsc pracy w 272 inwestycjach.

– Jednym z ważnych czynników, który buduje atrakcyjność inwestycyjną Polski, jest różnego rodzaju pomoc publiczna. To m.in. Polska Strefa Inwestycji, w ramach której można uzyskać zwolnienie z podatku dochodowego czy grant rządowy, przyznawany na podstawie Programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki polskiej. Te dwa instrumenty wzbudzają największe zainteresowanie – mówi Zofia Kilian.

Jak poinformowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii, przedsiębiorcy, którzy w ubiegłym roku uzyskali granty w ramach tego programu, zobowiązali się do zainwestowania w Polsce łącznie prawie 11,4 mld zł i stworzenia 3,5 tys. nowych miejsc pracy, z czego ponad 1,6 tys. dla osób z wyższym wykształceniem. 2021 rok był najlepszym okresem w historii programu, głównie dzięki preferencyjnym warunkom, które zaproponowano w marcu 2021 roku.

– W ramach programu grantowego dla wsparcia inwestycji szykują się pewne zmiany. W najbliższych miesiącach zostanie wprowadzona nowelizacja. Jeszcze nie do końca można mówić o szczegółach, ale niedługo będzie można zapoznać się z projektem – mówi ekspertka PAIH.

Jak podkreśla, agencja zapewnia wsparcie inwestorom na każdym etapie procesu inwestycyjnego, m.in. pomaga im w podjęciu decyzji dotyczącej lokalizacji i ułatwia kontakty z władzami lokalnymi czy potencjalnymi partnerami. PAIH doradzi również w kwestii możliwości uzyskania pomocy publicznej.

Ubiegły rok okazał się rekordowy dla agencji. Przy jej wsparciu zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 3,5 mld euro, o 700 mln więcej niż w najlepszym 2019 roku. Nowe inwestycje przyniosą blisko 18 tys. nowych miejsc pracy. Wśród największych inwestorów pod względem nakładów finansowych były Korea Południowa, Niemcy i USA.

– Atrakcyjność Polski na rynkach międzynarodowych zdecydowanie buduje również wysoko wykwalifikowana kadra, tereny inwestycyjne i dobrze przygotowana infrastruktura – wymienia Zofia Kilian. – Warto tu wspomnieć o specjalnych programach, które są odpowiedzią na zmieniającą się sytuację u naszych wschodnich sąsiadów. I nie mówię tu tylko o wojnie w Ukrainie, ale też o sytuacji w Białorusi. W reakcji na nie został uruchomiony program Poland. Business Harbour, który ułatwia ścieżkę wizową dla obywateli takich krajów jak Białoruś, Ukraina, Gruzja, Mołdawia i Rosja, umożliwiając łatwiejszy start i rozpoczęcie pracy w Polsce. Jest to program skierowany szczególnie do specjalistów IT.

Polska Agencja Inwestycji i Handlu przyciągnęła w 2021 roku 96 inwestycji zagranicznych, w tym 37 z Białorusi, co świadczy o sukcesie programu Poland. Business Harbour. Obejmuje on trzy ścieżki udziału: dla specjalistów IT, start-upów i dojrzałych firm. Program powstał we wrześniu 2020 roku jako odpowiedź na sytuację w Białorusi i konieczność zapewnienia bezpiecznego schronienia i szansy rozwoju prężnie funkcjonującej dotychczas białoruskiej branży IT, ale rozszerzono go także na inne kraje wschodnie: Armenię, Azerbejdżan, Gruzję, Rosję i Ukrainę.

Z raportu Assay Biznes wynika, że już prawie co trzeci przedsiębiorca myśli o zamknięciu swojej firmy, a co piąty – o jej sprzedaży. Połowa chętnie zamieniłaby własną działalność gospodarczą na pracę na etacie. Poza wojną, galopującą inflacją czy zerwanymi łańcuchami dostaw przedsiębiorcom sen z powiek spędza Polski Ład. 82 proc. z nich przyznaje, że nie rozumie wprowadzonych w nim zmian, a podobny odsetek deklaruje, że w związku z reformą zwiększyły się ich obciążenia podatkowe. Jak szacują, po wprowadzeniu reformy stracili 2346 zł miesięcznie.

– Największy niepokój powoduje w tej chwili ogromna zmienność przepisów i wzrost obciążeń, co idzie w sprzeczności z ogólną sytuacją, która jest bardzo trudna. Przedsiębiorcy nawet instynktownie czują, że mają coraz trudniejsze warunki funkcjonowania po stronie regulacyjnej, a poza tym jeszcze otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne jest dla nich coraz trudniejsze. Wojna jest dosłownie za rogiem, Polska jest traktowana jako kraj wysokiego ryzyka, więc pozyskiwanie kapitału jest trudniejsze, a poza tym mamy jeszcze inflację – mówi agencji Newseria Biznes Jan Krzysztof Bielecki, były premier RP i przewodniczący rady dyrektorów w EY Poland.

Te wszystkie czynniki nie sprzyjają zakładaniu własnego biznesu. O własnej firmie myśli 15 proc. respondentów badania przeprowadzonego przez Maison & Partners dla Grupy Assay, przy czym niemal trzy czwarte tej grupy nie jest do tego w pełni przekonanych. Zdecydowana większość z nich nie zamierza otwierać własnej firmy w ciągu najbliższego roku. 64 proc. badanych uważa, że to nie jest dobry moment na zakładanie biznesu. Przeciwnego zdania było jedynie 7 proc.

– Większość Polaków zdecydowanie woli stabilność i pracę na etat – mówi prof. dr hab. Dominika Maison, właścicielka agencji badawczej Maison & Partners.

– Jednym z najbardziej niepokojących wyników naszego raportu jest to, że prawie 30 proc. przedsiębiorców myśli w tej chwili o tym, żeby w ogóle zamknąć swój biznes, kolejne 20 proc. chciałoby go odsprzedać. To pokazuje, że wola prowadzenia własnego przedsiębiorstwa spada – mówi Łukasz Blichewicz, prezes zarządu Grupy Assay.

Średnio co czwarty polski przedsiębiorca myśli w tej chwili także o redukcji zatrudnienia, a 43 proc. chce zrezygnować z planowanych wcześniej inwestycji. To w dużej mierze efekt otoczenia gospodarczego. Tym, czego najbardziej obawiają się w tej chwili przedsiębiorcy, są bowiem wysokie koszty pracy, w tym składek ZUS (54 proc. wskazań), wysokie podatki (39 proc.) i niestabilność prawa (38 proc.). Zaledwie garstka z nich jest zdania, że otoczenie prawne i podatkowe sprzyja dziś prowadzeniu własnej działalności (15–16 proc.).

– Przedsiębiorcy znaleźli się pod presją wielu czynników gospodarczych, geopolitycznych czy makroekonomicznych, takich jak rosnąca inflacja, podwyższanie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej czy ogólna niepewność po stronie konsumentów, związana chociażby z tym, że nie wiadomo, jak rozwinie się wojna w Ukrainie. Wszystkie te czynniki składają się na to, że prowadzenie firmy nie jest dziś łatwe – mówi Łukasz Blichewicz.

Z badania przeprowadzonego przez Maison & Partners wynika, że zdaniem 82 proc. Polaków wojna jest istotnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. Z kolei 47 proc. właścicieli firm obawia się jej negatywnego wpływu na swoją firmę.

– Już ostatnie dwa lata były ciężkim doświadczeniem dla wielu przedsiębiorców, bo pandemia COVID-19 spowodowała, że wiele biznesów stało się niepewnych. W tej chwili doszły kolejne czynniki, przede wszystkim wojna w Ukrainie, która też spowodowała zaburzenie pewności i stabilności prowadzenia biznesu – mówi prof. Dominika Maison.

Co istotne, nawet większy wpływ na warunki prowadzenia biznesu w Polsce miała reforma systemu podatkowego wprowadzona z początkiem tego roku, czyli Polski Ład.

– Przedsiębiorcy zawsze oczekują tego samego, czyli prostych podatków i przejrzystych regulacji, które nie zmieniają się zbyt szybko. Czyli dokładnie na odwrót niż w tej chwili – mówi Jan Krzysztof Bielecki. – Najlepszym komentarzem dotyczącym aktualnego klimatu dla rozwoju przedsiębiorczości jest właśnie historia Polskiego Ładu – jego niekończących się zmian i korekt. Z raportu prezentowanego przez Grupę Assay wynika, że tylko 18 proc. Polaków rozumie i jest zadowolonych z Polskiego Ładu i wydaje mi się, że nawet ta wielkość jest przesadzona.

Ogółem aż 66 proc. Polaków ocenia negatywnie Polski Ład, a niemal 40 proc. deklaruje, że ich obciążenia podatkowe w związku z reformą zwiększyły się – średnio o prawie 900 zł miesięcznie. W grupie przedsiębiorców odsetek tych, którzy stracili na nowej reformie podatkowej, jest jednak dużo wyższy i sięga 70 proc., a średnia szacowana strata to ponad 2,3 tys. zł. Co więcej, 82 proc. ogółu Polaków deklaruje, że nie rozumie zmian wprowadzonych w Polskim Ładzie i jego kolejnych korektach.

– Zmieniło się otoczenie prawno-podatkowe, dlatego tak często chcemy dziś zamykać działalności, bo po prostu przestały być opłacalne w stosunku do innych form zatrudnienia – mówi prezes Grupy Assay.

Z badania wynika, że ok. 5 proc. respondentów prowadzi własną firmę, ale niemal co trzeci ma związane z tym doświadczenia. Statystyczny polski przedsiębiorca to najczęściej mężczyzna po 35. roku życia, z miasta liczącego powyżej 100 tys. mieszkańców, z wyższym wykształceniem i dochodem przekraczającym miesięcznie 5 tys. zł netto. Zwykle prowadzi mikrofirmę, zatrudniającą do dziewięciu pracowników, najczęściej z sektora usług.

Raport Assay Biznes, który bierze pod lupę kondycję polskiej przedsiębiorczości, obejmuje też nowy wskaźnik, odzwierciedlający stosunek Polaków do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej. Przyjmuje on wartość od 0 do 100 i składa się z kilku komponentów: doświadczenia w prowadzeniu biznesu, subiektywnego postrzegania swoich kompetencji w tym obszarze oraz znajomości prawa, finansów i zarządzania, a także postrzegania klimatu ekonomicznego dla prowadzenia biznesu. W tej chwili ogólna wartość wskaźnika Assay Biznes wynosi 34. Co ciekawe, wskaźnik ten jest wysoki wśród ludzi młodych – dla grupy 18–24 lata jego wartość wyniosła 44, podczas gdy w grupie osób powyżej 55 lat – tylko 26.

Wysokie ceny paliw i koszty tankowania samochodu w coraz większym stopniu obciążają portfele Polaków. Zwłaszcza w wakacje, które są okresem urlopowych wyjazdów. Ceny mogą być jednak niższe dzięki sezonowym promocjom. bp Polska od 1 lipca wprowadza dla swoich klientów ofertę, dzięki której mogą zaoszczędzić nawet 30 groszy na litrze paliwa.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że główną obawą i bolączką wszystkich Polaków są w tej chwili wysokie – i wciąż rosnące ceny – zarówno ceny produktów spożywczych, energii, ale także ceny paliwa – mówi agencji Newseria Biznes Barbara Wiążewska, dyrektor generalny Działu Retail w bp Polska. – Dlatego też przygotowaliśmy dla klientów specjalną ofertę obniżenia cen paliw w okresie wakacji. Od 1 lipca rozpoczynamy promocję cenową na paliwa, w której klienci będą mogli uzyskać rabat do 30 groszy na litrze.

Według danych, które podał GUS, w maju br. ceny paliw po raz kolejny wzrosły o 5 proc. w ujęciu miesięcznym i obecnie są już o 35,4 proc. droższe niż przed rokiem. To bolączka wielu gospodarstw domowych, które powoli są już zmuszone ograniczać wydatki na tankowanie samochodu. Tymczasem wakacje to czas urlopowych wyjazdów i  jak pokazał kwietniowy sondaż przeprowadzony dla portalu Wakacje.pl – w tym roku 3,4 proc. Polaków wybiera się na nie własnym samochodem. To i tak znaczący spadek wobec ubiegłego roku, kiedy ceny paliw były niższe, a ten odsetek wynosił 8,6 proc.

– Promocje i oferty specjalne na czas wakacji przygotowujemy każdego roku. W tym roku jest to oferta specjalna, ponieważ warunki, w jakich funkcjonujemy, a także sytuacja rynkowa, są wyjątkowe. Dlatego też, analizując potrzeby i sytuację klientów, a także otoczenie rynkowe, zdecydowaliśmy o wprowadzeniu wysokiego rabatu cenowego – mówi Barbara Wiążewska.

Dla klientów indywidualnych, którzy są zarejestrowani w programie lojalnościowym PAYBACK, rabat wyniesie 30 gr na litrze. Z kolei klienci z niezarejestrowaną kartą PAYBACK zapłacą mniej o 10 gr za litr dowolnego paliwa. Oferta obejmuje bowiem paliwa regularne, premium i LPG.

Jesteśmy przekonani, że jest to atrakcyjna propozycja i mamy nadzieję, że dzięki temu podróże wakacyjne i wakacje będą tańsze – mówi dyrektor generalny Działu Retail w bp Polska. Dodatkowo przygotowaliśmy też szereg ofert i promocji związanych z naszą ofertą spożywczą i sklepową.

W ramach akcji „Tańsze wakacje z bp” po zatankowaniu minimum 25 l klienci – oprócz rabatów na paliwo – otrzymają także bon rabatowy o wartości 3 zł na zakupy w kawiarni Wild Bean Cafe (WBC) lub skorzystanie z myjni. Mogą też liczyć na atrakcyjne promocje w sklepach na stacjach bp. Przez całe wakacje kontynuowana będzie również oferta czwartkowa, czyli Diesel Ultimate w cenie regularnej. Co ważne, w okresie wakacji wszystkie powyższe oferty się sumują. Szczegółowe informacje na temat ofert promocyjnych dostępne są na stronie internetowej koncernu. 

W Polsce bp jest wiceliderem rynku, pod tą marką działa prawie 570 stacji, 500 kawiarni WBC i całodobowe sklepy. Od kilku lat firma przygotowuje projekt „wakacje z bp”, który uwzględnia aktualne realia rynkowe. Przykładowo w trakcie pandemii kiedy bardzo wzrosło zainteresowanie podróżami kamperami bp przygotowało specjalną propozycję dla kamperowców. Kiedy Tatry były rekordowo oblegane przez turystów, firma razem z TOPR-em wprowadziła specjalne propozycje dla turystów. Z kolei w tym roku to właśnie kwestie wysokich cen paliw okazały się być dla klientów najistotniejsze. 

– Czynników ryzyka w biznesie jest dziś tak wiele, że dla przedsiębiorców, zwłaszcza małych i średnich, sytuacja stała się nieprzewidywalna jak nigdy dotąd – mówi Tomasz Starus, prezes zarządu Allianz Trade w Polsce. Widać to w statystykach dotyczących niewypłacalności firm. W maju było ich o 17 proc. więcej niż rok temu i aż o 150 proc. więcej niż na początku pandemii. W całym roku może być ich o 12 proc. więcej w ujęciu rocznym, podobnie jak w krajach Europy Zachodniej, które są głównym partnerem gospodarczym dla polskich firm. Dlatego rodzime firmy muszą dziś działać zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania wobec kontrahentów, dokładniej analizować partnerów biznesowych oraz korzystać z narzędzi pozwalających zabezpieczyć się przed wzrostem ryzyka w biznesie.

 Największym ryzykiem dla polskich firm jest obecnie bardzo duża niepewność, która wynika z inflacji, wzrostu cen surowców, pandemii i pozrywanych łańcuchów dostaw. Dla każdej z firm – w szczególności małych i średnich – oznacza to potężny wzrost ryzyka, nie do końca prognozowalnego, bo koszty potrafią rosnąć z dnia na dzień – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Starus.

Polskie firmy doświadczyły w ostatnim czasie trzech potężnych szoków zewnętrznych: początku pandemii COVID-19 w 2020 roku, jej szczytu z kwietnia 2021 roku i rosyjskiej inwazji na Ukrainę, która rozpoczęła się w lutym br.  W efekcie od ponad dwóch lat rodzime przedsiębiorstwa działają w ciągłym trybie niepewności i podwyższonego ryzyka. W badaniu Polskiego Instytutu Ekonomicznego przeprowadzonego na początku marca br., czyli krótko po wybuchu wojny za wschodnią granicą, 42 proc. firm zadeklarowało, że ma poczucie dużego lub bardzo dużego zagrożenia dla swojej działalności.

– Najbardziej zagrożone są w tej chwili przedsiębiorstwa małe i średnie, rodzinne, które muszą konkurować na swoich rynkach dokładnie tak samo jak wszyscy duzi tego świata. Z drugiej strony mają do dyspozycji dużo mniej płynności, dużo mniej produktów bankowych i dużo mniejsze możliwości negocjowania cen dostaw i przekładania wyższych kosztów na odbiorców. Muszą zatem w dużo większym stopniu bazować na własnych kapitałach i często aby utrzymać sprzedaż, robią to kosztem własnej marży, aby utrzymać się na rynku – mówi prezes Allianz Trade w Polsce.

Szef największej firmy ubezpieczającej należności zauważa, że w Polsce coraz wyraźniej widać problem zatorów płatniczych, choć jeszcze nie ma on masowej skali. Jednak opóźnienia w płatnościach najmocniej odczuwają właśnie małe i średnie firmy – dla nich często już jedna nieuregulowana w terminie faktura może zachwiać ich płynnością finansową.

– Widzimy stopniowe pogarszanie się płatności i ono jest zależne od sektora. Najbardziej dotyka tych bezpośrednio wystawionych na wzrost kosztów energii, czyli np. sektora transportowego, ale i energochłonnych segmentów produkcji. Tam łączny termin płatności, czyli ten wynikający z faktury plus ten z opóźnienia, powoli zaczyna się wydłużać. To jeszcze nie ma charakteru masowego, ale w porównaniu z ubiegłym rokiem widzimy zwiększoną liczbę spraw w windykacji. Dotyka to głównie przedsiębiorstw małych i średnich – mówi Tomasz Starus.

Co istotne, wzrost nieprzewidywalności i ryzyka w biznesie odzwierciedla już także liczba niewypłacalności polskich firm, która w maju, zgodnie z danymi Allianz Trade, była o 17 proc. wyższa niż przed rokiem i aż o 150 proc. wyższa niż na początku pandemii w 2020 roku. Oprócz gwałtownego wzrostu liczby niewypłacalności w budownictwie w ujęciu miesięcznym sytuacja uległa już pogorszeniu także we wszystkich innych sektorach, m.in. w spożywczym, produkcyjnym i handlu hurtowego. Maj był pierwszym miesiącem wzrostów, ale wcześniejsze spadki wynikały raczej ze zmian w prawie i świadczyły o mniejszej liczbie restrukturyzacji, a nie upadłości likwidacyjnych.

Pod koniec ubiegłego roku nastąpiła zmiana w prawie, w związku z czym w tej chwili nieco trudniej jest wejść w procedurę sanacyjną niż wcześniej, w czasie pandemicznych poluzowań. Natomiast liczba upadłości nadal utrzymuje się na takim samym poziomie. Maj był jednak pierwszym miesiącem tego roku, kiedy liczba niewypłacalności – czyli upadłości i restrukturyzacji razem wziętych – przekroczyła wyniki z ubiegłego roku. Spodziewamy się, że do końca tego roku w Polsce upadnie mniej więcej o 12 proc. więcej firm niż w roku poprzednim – prognozuje prezes Allianz Trade w Polsce.

Według prognoz ubezpieczyciela należności podobny trend będzie w tym roku widoczny w globalnej skali. Na całym świecie liczba upadłości ma wzrosnąć w tym roku o ok. 10 proc., przy czym w Europie Zachodniej, czyli na głównym rynku zbytu polskich firm, ten wzrost sięgnie nawet ok. 14 proc. r/r. Co prawda odzyskiwanie należności w państwach Starego Kontynentu jest w stosunku do wielu innych rynków stosunkowo mało złożone, ale i tak wymaga szybkiego działania i odpowiednich przygotowań. Podstawą jest sprawdzanie wiarygodności kontrahenta, żądanie przedpłaty i ubezpieczenie kredytu kupieckiego.

Jednym z narzędzi, które przedsiębiorcy powinni wdrożyć w swoich firmach, jest ubezpieczenie należności i procedura windykacji. Zmodyfikowaliśmy pierwszy z tych produktów w ten sposób, żeby bardziej odpowiadał firmom małym, w których proces administrowania polisą, koszty polisy i stopień skomplikowania odgrywają ważną rolę w procesie podejmowania decyzji. Dlatego też wdrożyliśmy produkt SME Driver, który jest tańszy niż analogiczne produkty dla firm dużych, znacznie mniej skomplikowany i dużo szybszy jest proces zawierania umowy. W zasadzie można już przy pierwszym spotkaniu zawrzeć umowę ubezpieczenia i zabezpieczyć firmę, szczególnie teraz w bardzo nieprzewidywalnym i niepewnym okresie – mówi Tomasz Starus.

Niedotlenienie okołoporodowe i niewydolność oddechowa u noworodka mogą doprowadzić do jego niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w najgorszym wypadku nawet śmierci. Hipotermia lecznicza, polegająca na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała, pozwala temu zapobiec. Liczy się jednak czas, bo po sześciu godzinach niedotlenienia zmiany w mózgu dziecka mogą być już nieodwracalne. Dlatego Uniwersytet Medyczny w Poznaniu wspólnie z Generali Polska i Fundacją The Human Safety Net wdrażają projekt, który pozwala zastosować tę terapię już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej. Specjalistyczny sprzęt trafił właśnie do łódzkiego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. – Zamierzamy dostarczać je do kolejnych placówek – zapowiada Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska. 

Hipotermia lecznicza polega na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała noworodka. To uznana na świecie metoda poprawiająca wyniki leczenia dzieci dotkniętych niedotlenieniem okołoporodowym, czyli tzw. asfiksją.

Stosujemy ją u noworodków, które urodziły się w złym stanie z powodu jakichś zdarzeń okołoporodowych, jak np. zaburzenia przepływu łożyskowego. Poród to zawsze jest duży wysiłek dla dziecka, któremu czasem brakuje tlenu, i taki stan nazywamy potocznie zamartwicą. To jest problem, który może prowadzić do ciężkich zaburzeń rozwojowych. Konsekwencją niedotlenienia okołoporodowego może być np. mózgowe porażenie dziecięce. Hipotermia daje nam szansę, aby chronić dzieci przed tymi zaburzeniami rozwojowymi, pod warunkiem jednak że zostanie zastosowana wcześnie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, prof. ICZMP, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Okno terapeutyczne wynosi maksymalnie sześć godzin, zanim zmiany w mózgu dziecka staną się nieodwracalne, prowadząc m.in. do niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w cięższych przypadkach nawet śmierci.

Jeżeli po incydencie niedotlenienia okołoporodowego nie zastosujemy hipotermii leczniczej bądź zastosujemy ją zbyt późno, w ciągu sześciu godzin dochodzi do trwałych uszkodzeń komórek ośrodkowego układu nerwowego, co długofalowo prowadzi do zaburzeń rozwojowych. Pod tym hasłem kryje się szereg jednostek chorobowych, w tym przede wszystkim mózgowe porażenie dziecięce. To powoduje praktycznie trwałe kalectwo w zakresie rozwoju ruchowego, czyli będziemy mieć do czynienia z osobą, która będzie wymagać wózka bądź kul, wsparcia w poruszaniu się. Z drugiej strony dochodzi też do zaburzeń poznawczych, a więc taka osoba nie będzie mogła w pełni uczestniczyć w życiu społecznym – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jan Mazela, kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

W Polsce przez długi czas hipotermia lecznicza u noworodków była stosowana tylko stacjonarnie, podczas hospitalizacji w wybranych ośrodkach o najwyższym stopniu referencyjności. Zazwyczaj znajdują się one w dużych miastach. Dzieci urodzone w odległych miejscowościach musiały dotrzeć do takiego specjalistycznego szpitala w ciągu kluczowych sześciu godzin od porodu, co w praktyce często okazywało się trudne. Dlatego w 2019 roku w Polsce wystartował program, który pozwala zastosować hipotermię leczniczą już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej wyposażonej w specjalistyczny sprzęt.

W ICZMP stosujemy hipotermię leczniczą u noworodków już od 2008 roku. Byliśmy pierwszym ośrodkiem, który wprowadził tę metodę leczenia. Ale zdarza się, że dziecko rodzi się poza naszym szpitalem. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że województwo łódzkie nie jest duże, w ciągu kilku godzin da się do nas dojechać. Zasada dotycząca transportu noworodka jest jednak taka, że my najpierw musimy to dziecko ustabilizować. A taka karetka to jest stanowisko intensywnej terapii na kółkach – mówi dr hab. Iwona Maroszyńska.

– Przełomowość programu polega na tym, że dzięki wyposażeniu karetek w drogie, specjalistyczne urządzenie lekarze mają możliwość zastosowania terapii właśnie w tzw. złotym oknie – dodaje prof. Jan Mazela.

Zapoczątkowany trzy lata temu program hipotermii leczniczej noworodków w transporcie neonatologicznym to wspólne przedsięwzięcie Generali Polska, Fundacji The Human Safety Net i Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na początek objął trzy województwa, a specjalistyczne wyposażenie do karetek ratujące życie noworodków trafiło do szpitali w Poznaniu, Bydgoszczy i Zielonej Górze.

– Program hipotermii leczniczej w transporcie noworodkowym działa w Poznaniu od ponad dwóch lat. W tym czasie przetransportowano sześć noworodków, które po urodzeniu wymagały hipotermii leczniczej, ale do porodu doszło w szpitalu, który nie miał możliwości przeprowadzenia takiego leczenia – mówi kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

– Dzięki współpracy z profesorem Janem Mazelą z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wybitnym specjalistą w dziedzinie neonatologii, rozpoczęliśmy projekt wyposażania karetek neonatologicznych w sprzęt, dzięki któremu można pomóc noworodkom dotkniętym niedotlenieniem. Leczenie zastosowane z jego użyciem w ciągu pierwszych sześciu godzin po urodzeniu ogromnie zwiększa szanse na przeżycie dziecka. Realizujemy ten projekt ze wsparciem fundacji Generali – The Human Safety Net – mówi Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska.

Jak wskazuje, rozwój programu na chwilę wstrzymała pandemia COVID-19, ale teraz został on wznowiony. Kolejna karetka ze sprzętem do hipotermii leczniczej noworodków trafiła już do Łodzi.

– Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi jest czwartym ośrodkiem, do którego trafił ten specjalistyczny sprzęt, a środki na ten sprzęt zgromadziliśmy z pomocą naszych pracowników. Zamierzamy dostarczać go do kolejnych placówek – zapowiada Andrea Simoncelli.

Sprzęt przekazany do łódzkiego szpitala został zakupiony dzięki zaangażowaniu pracowników Generali Polska podczas globalnego wyzwania fundacji The Human Safety Net w 2021 roku. Wolontariusze podczas dwóch tygodni trwania wyzwania m.in. jeździli na rowerach, chodzili z kijkami nordic walking, biegali po górach, przebywając prawie 22 tys. km, aby szerzyć świadomość asfiksji. Wolontariusze Generali Polska zebrali w efekcie ponad 50 tys. zł, a firma podwoiła tę kwotę.

Wojna za naszą wschodnią granicą spowolniła tempo wzrostu polskiego eksportu, ale go nie zatrzymała. Analitycy z Ministerstwa Rozwoju i Technologii przewidują jego wzrost w tym roku pomimo zachwianych łańcuchów dostaw i rosnących kosztów surowców oraz pracy. Mają w tym pomóc działania proeksportowe, ukierunkowane na szukanie nowych rynków zbytu dla polskich towarów. Trwają także przygotowania do wznowienia eksportu do Ukrainy.

 Wszystko, co zakłóca bezpieczeństwo biznesu międzynarodowego, ma kolosalny wpływ na działalność przedsiębiorców, szczególnie takich, którzy są zorientowani na eksport, a polscy przedsiębiorcy w dużej mierze są mocno powiązani z rynkami zagranicznymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Salomon, zastępca dyrektora Departamentu Handlu i Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.  Wszystko, co dotyczy więc zachwianych bądź czasami nawet zerwanych łańcuchów dostaw, bezpieczeństwa dostaw czy drożejących materiałów, wpływa oczywiście na ich sytuację. Natomiast polskie firmy od lat słyną z elastyczności w dopasowywaniu się do sytuacji kryzysowych i bardzo trudnych warunków.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w trakcie czterech miesięcy 2022 roku polskie firmy wyeksportowały towary o wartości 487 mld zł, czyli o 17,3 proc. więcej niż rok wcześniej. W dolarach odpowiada to kwocie 119,5 mld (wzrost o 8,5 proc.), zaś w euro – 106,2 mld (wzrost o 16,1 proc.). Różnice w dynamice wynikają z umacniania się dolara i słabnięcia złotego. W pierwszym kwartale wzrost eksportu był nieco wyższy i wyniósł 18 proc. w kwotach wyrażonych w złotych, 9,5 proc. w dolarach oraz 17,1 proc. w euro.

– Branże dominujące w eksporcie to tradycyjnie w dużej mierze przemysł maszynowy, sektor IT szeroko rozumiany – to są motory napędowe polskiego eksportu w I kwartale – mówi Tomasz Salomon.

Maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy odpowiadały za 35,1 proc. eksportu w okresie styczeń – kwiecień br.

– Trudno przewidywać, jakie będą wyniki eksportu w dłuższej perspektywie, ponieważ nie wiemy, jak będzie się rozwijać sytuacja na rynkach międzynarodowych. Wychodzimy z założenia, że będzie mieć miejsce spowolnienie tempa wzrostu polskiego eksportu tak długo, jak mamy do czynienia z utrzymaniem niepewności na rynkach międzynarodowych, natomiast nasi analitycy mimo wszystko przewidują wzrost eksportu polskiego w tym roku – podkreśla przedstawiciel Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

Największy udział w eksporcie ogółem Polska ma z krajami rozwiniętymi – 88,1 proc. (w tym UE – 76,3 proc.). W handlu z tą grupą krajów mamy także dodatnie saldo (eksport jest wyższy niż import), podczas gdy zarówno w handlu z krajami rozwijającymi się, jak i krajami naszego regionu jest ono ujemne. 

 Staramy się znaleźć nowych odbiorców dla naszych eksporterów na rynkach zagranicznych, takich, które dotychczas były w mniejszym stopniu penetrowane albo czasami wcale – mówi Tomasz Salomon. − Te nowe rynki oznaczają również takie, na których firmy są już obecne, ale mają szansę, żeby być na nich w większym wymiarze.

Niezmiennie największym odbiorcą polskich towarów pozostaje rynek niemiecki, który odpowiada za 27,8 proc. wartości całego polskiego wywozu. Kolejne miejsca zajmują Czechy (6,4 proc.), Francja (5,8 proc.) oraz Wielka Brytania (5,1 proc.). Udział Czech i Wielkiej Brytanii zwiększył się nieco w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, udział Francji i Niemiec lekko spadł. Spośród 10 największych importerów polskich wyrobów najmocniej zwiększył się udział Stanów Zjednoczonych – z 2,5 proc. do 3,1 proc., czyli o niemal jedną czwartą. Daje im to siódme miejsce, po Włoszech i Holandii.

– Stany Zjednoczone są bardzo ciekawym rynkiem, nie nowym w znaczeniu rozpoczęcia eksportu, ale bardzo szybko i dynamicznie rosnącym. Na pewno są to także rynki bliskowschodnie, w dużej mierze jest to efekt naszej wzmożonej akcji promocyjnej przy okazji Expo w Dubaju. Obecność na targach w regionie przynosi owoce. Planujemy działania związane z kolejnym Expo w Japonii, w Osace i pewnie też będzie to dobry pretekst, żeby podbijać nie tylko rynek japoński, ale też inne rynki dalekowschodnie – mówi zastępca dyrektora Departamentu Handlu i Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Ministerstwo wspólnie z Polską Agencją Inwestycji i Handlu przygotowuje się także do wznowienia eksportu na rynek ukraiński. Na początku czerwca ruszył nabór firm zainteresowanych powrotem na sąsiedni rynek i udziałem w odbudowie tamtejszej gospodarki. W pierwszej fazie projektu polscy przedsiębiorcy wezmą udział w konsultacjach, które będą mieć na celu stworzenie założeń bezpiecznego rozwoju handlu oraz procesu odbudowy. Warunkiem uczestnictwa jest brak współpracy z podmiotami z Rosji i Białorusi, które są objęte sankcjami. Od 13 czerwca firmy mogą także ponownie ubezpieczać w KUKE sprzedaż do Ukrainy dóbr i usług, które nie są objęte moratorium płatniczym (ogłoszonym przez bank centralny Ukrainy po wybuchu wojny). Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda podkreślił, że jest to nie tylko odpowiedź na apele polskiego biznesu, lecz także gest solidarności i wsparcia dla ukraińskiej gospodarki. W ubiegłym roku KUKE ubezpieczyła eksportowane na rynek ukraiński towary i usługi o wartości 1,5 mld zł. Tym samym objęła ochroną 5 proc. całości eksportu do Ukrainy.

Tajwańska spółka Taiwania Capital chce zainwestować w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, 200 mln dol. Fundusz zajmuje się finansowaniem początkujących biznesów z różnych obszarów technologii. Jej prezes podkreśla, że obie strony mają sobie wiele do zaoferowania. Jest też pod wrażeniem polskiego ekosystemu start-upów.

Poszukujemy partnerów biznesowych. Jesteśmy zainteresowani nawiązaniem współpracy i możliwością inwestowania w start-upy w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Weng, dyrektor generalny firmy Taiwania Capital z Tajwanu. – Koncentrujemy się na branży zaawansowanych technologii, na obszarze hard tech, deep tech, z uwzględnieniem sektora bio tech. Poszukujemy więc nowo powstałych firm technologicznych, z którymi moglibyśmy współpracować.

Hard tech(nology) i deep tech to firmy typu start-up, których celem jest dostarczanie rozwiązań technologicznych opartych na poważnych wyzwaniach naukowych lub inżynieryjnych. Ich prace wymagają długotrwałych badań i rozwoju oraz dużych inwestycji kapitałowych, zanim dojdzie do komercjalizacji. Generują one cenną własność intelektualną i są trudne do skopiowania.

Taiwania Capital w marcu 2022 roku utworzyła specjalny fundusz skupiający się na krajach naszego regionu. Otworzyła już przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Litwie, Łotwie oraz w Austrii. Fundusz ten dysponuje 200 mln dol. Zainteresowany jest inwestycjami w takich obszarach jak półprzewodniki, optyka laserowa, biotechnologia, przestrzeń kosmiczna, samochody elektryczne, fintech, przemysł 4.0, oprogramowanie czy inteligentne miasta.

– Jestem  pod wrażeniem ekosystemu start-upów w tym kraju  i jest on dla mnie niezwykle interesujący. Myślę, że jest to bardzo dynamicznie i szybko rozwijające się środowisko. Jesteśmy spółką venture capital i chcemy zainwestować 200 mln dol. amerykańskich w tutejszy ekosystem start-upów – deklaruje David Weng. – Mam nadzieję nawiązać tu przyjaźnie, relacje przedsiębiorcze i długoterminowe partnerstwa strategiczne między Tajwanem i Polską.

W maju wiceminister rozwoju i technologii pojechał na Tajwan z misją gospodarczą, na którą złożyły się X Polsko-Tajwańskie Konsultacje Gospodarcze, spotkania z przedstawicielami tajwańskiego biznesu, nauki i administracji, a także podpisanie porozumień o współpracy w zakresie badań, rozwoju oraz fora inwestycyjne w Tajpej i Kaohsiung. Główne dziedziny współpracy, w których Polska chce współpracować z Tajwanem, to półprzewodniki, elektromobilność i wodór.

Jak podaje MRiT, Tajwan jest obecnie siódmym partnerem handlowym Polski w regionie Azji i Pacyfiku. W 2021 roku obroty handlowe osiągnęły ponad 2,6 mld dol., co oznacza wzrost o 33 proc. rok do roku. W pierwszych dwóch miesiącach 2022 roku handel dwustronny wzrósł o prawie 50 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Z kolei tajwańskie firmy kontynuujące swoją działalność inwestycyjną w Polsce utworzyły blisko 3 tys. miejsc pracy.

Moim zdaniem Tajwan ma wiele do zaoferowania. Dysponuje przemysłem zaawansowanych technologii, między innymi w sektorach półprzewodników, układów scalonych i ICT. Mamy dobre podstawy do współpracy z Polską w dalszej perspektywie – przekonuje dyrektor generalny Taiwania Capital.

Programy wciąż są negocjowane przez polski rząd z Komisją Europejską i późną jesienią powinniśmy móc uruchamiać pierwsze konkursy – zapowiada Mikołaj Różycki, zastępca prezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. W nowej perspektywie finansowej na lata 20212027 Polska otrzyma z Unii Europejskiej łącznie ok. 770 mld zł, a firmy znów będą mogły korzystać z całego wachlarza instrumentów wsparcia w ramach programów krajowych i 16 programów regionalnych. 

– Polskie firmy stosunkowo chętnie korzystają z dofinansowania unijnego, chociaż wciąż wiele z nich się na to nie decyduje. Głównym czynnikiem blokującym jest brak wiedzy, świadomości, że takie instrumenty są dostępne – mówi Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Często jest też tak, że w momencie, kiedy przedsiębiorca już tę wiedzę nabędzie, to rezygnuje z zamiaru ubiegania się o środki, bo uważa że będzie musiał przejść całą bardzo skomplikowaną procedurę, że będzie wiązało się to z dużymi wymogami administracyjnymi. Jest to problem, który warto na bieżąco rozwiązywać, aby te obciążenia administracyjne związane z korzystaniem z funduszy unijnych były jak najmniejsze. Nie jest to jednak tak długa i ciężka droga, jak można by sobie wyobrazić.

W latach 2014–2020 przedsiębiorcy byli – obok samorządów – największymi beneficjentami funduszy unijnych. Były one znaczące, bo Polska była największym beneficjentem środków z UE – statystycznie trafiało do nas co czwarte euro – i zarazem liderem pod względem tempa ich wykorzystywania.

W nowej perspektywie finansowej na lata 2021–2027 Polska otrzyma z Unii Europejskiej łącznie ok. 770 mld zł, a firmy znów będą mogły korzystać z wielu możliwości dofinansowania w ramach programów krajowych i 16 programów regionalnych. Większość z nich (za wyjątkiem 3,8 mld zł z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji) jest kontynuacją dotychczasowych, realizowanych w poprzedniej perspektywie. Jednym z większych źródeł finansowania dla przedsiębiorstw i otoczenia biznesu będą m.in. Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki, z budżetem 7,9 mld euro. 

– Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki to program, który ma wspierać innowacje – podkreśla Małgorzata Szczepańska, dyrektor Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. – W programie będziemy finansowali inwestycje związane z nowoczesnymi i zielonymi technologiami oraz cyfryzacją przedsiębiorstw czy rozwojem infrastruktury i wdrożeniami B+R. Co istotne, firmy będą mogły komponować projekt według swoich potrzeb i etapu rozwoju z kilku dostępnych modułów.

Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki na lata 2021–2027 to następca wcześniejszego programu Inteligentny Rozwój 2014–2020. Głównymi założeniami programu jest zwiększenie potencjału w zakresie badań i innowacji oraz wykorzystywania zaawansowanych technologii, wzrost konkurencyjności MŚP, rozwój inteligentnych specjalizacji oraz transformacja gospodarki w kierunku Przemysłu 4.0 i zielonych technologii.

– Zakładamy, że negocjacje programu zakończą się w połowie tego roku, a w IV kwartale br. będziemy gotowi z ogłoszeniem konkursów – mówi Małgorzata Szczepańska. – Dużą zmianą będzie to, że zniknie sztuczny podział na obszar prac badawczo-rozwojowych i obszar wdrażania innowacji. Firmy będą mogły aplikować o dofinansowanie w ramach jednego wniosku. Ważną zmianą w stosunku do obecnej perspektywy będzie też możliwość dofinansowania podnoszenia kompetencji pracowników w tych obszarach, które dotyczą cyfryzacji czy nowych rozwiązań technologicznych.

W nowej perspektywie finansowej UE środki mają trafiać przede wszystkim na cyfryzację, zwiększenie potencjału w zakresie badań i innowacji, wsparcie przedsiębiorstw w zakresie rozwoju OZE i efektywności energetycznej oraz wzrost konkurencyjności małych i średnich firm. Polskie MŚP na poziomie krajowym będą mogły upatrywać szans na wsparcie zwłaszcza w programach takich jak m.in. Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy (następca Programu Cyfrowa Polska) czy Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (następca programu Infrastruktura i Środowisko) oraz Fundusze Europejskie dla Społecznego Rozwoju (jako kontynuacja programu Wiedza Edukacja Rozwój) stawiający na rozwój kompetencji, a także Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej oferujący środki dla MŚP m.in. na start, wsparcie procesów wzorniczych, automatyzację/robotyzację czy wdrożenie nowych modeli biznesowych opartych na Gospodarce Obiegu Zamkniętego.

– Unijne środki co do zasady są kierowane przede wszystkim do sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. W Polsce to największa grupa firm, sektor MŚP zatrudnia kilkadziesiąt procent Polaków i wypracowuje kilkadziesiąt procent PKB, więc siłą rzeczy są w centrum zainteresowania polityk publicznych i programów europejskich. Głównie nimi zajmuje się też Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, 90 proc. naszej aktywności to właśnie współpraca z tymi firmami poprzez różnego rodzaju programy unijne i krajowe – mówi Mikołaj Różycki, zastępca prezesa PARP.

Jak wskazuje, bieżący rok stanowi wyzwanie dla sektora publicznego, który wdraża środki unijne, i dla przedsiębiorców, którzy się o nie ubiegają, ponieważ programy realizowane w perspektywie UE na lata 2014–2020 właśnie się kończą, a nowe powoli startują.

– Te programy wciąż są negocjowane przez polski rząd z Komisją Europejską i późną jesienią powinniśmy móc uruchamiać pierwsze konkursy – mówi Mikołaj Różycki. – Polscy przedsiębiorcy są na finiszu inwestycji dofinansowywanych w ramach bieżącej perspektywy, więc koncentrujemy się na ich sprawnej obsłudze, żeby jak najszybciej trafiały do nich pieniądze na ukończenie realizowanych działań.

– Fundusze unijne odgrywają bardzo istotną rolę w budowaniu polskiej gospodarki. Warto, żeby polskie firmy wiedziały, jak z nich korzystać, bo na pewno jesteśmy w stanie wykorzystywać je jeszcze efektywniej, niż robiliśmy to do tej pory – dodaje Jakub Bińkowski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – To wymaga jednak, aby wiedza, jak z tych funduszy korzystać, gdzie są dostępne czy gdzie ewentualnie zwrócić się o pomoc, była dostępna jak najszerzej.

Propagowanie wiedzy dotyczącej m.in. roli i dostępności funduszy unijnych było głównym celem konferencji „Finanse dla rozwoju” organizowanej przez ZPP, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w warszawskim hotelu Sheraton, z udziałem m.in. przedstawicieli Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej i PARP.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który reprezentuje głównie małe i średnie firmy, cyklicznie wyróżnia też liderów polskiego biznesu w ramach konkursu Dobra Firma. Nagrody są przyznawane na podstawie twardych danych (dostarczanych przez agencję wywiadu gospodarczego i opracowanych na podstawie wskaźników finansowych przygotowanych przez ekspertów ZPP) w czterech kategoriach: dla najlepszego innowatora, inwestora, pracodawcy i dla najbardziej efektywnej firmy. W tym roku Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, po dwuletniej przerwie, znów dołączyła do konkursu Dobra Firma jako instytucja partnerska i wręczyła nagrodę w kategorii innowacyjna firma roku dla spółki Mentor Systemy Audiowizualne działającej w branży ICT.

– Z danych GUS wynika, że ponad 30 proc. polskich firm produkcyjnych i usługowych jest innowacyjnych, w szerokim znaczeniu tego słowa. Jednak zawsze może być ich więcej i trzeba działać w tym kierunku, chociażby zmieniając prawo czy zachęcając do podejmowania tego typu aktywności. To też nasze zadanie – mówi Mikołaj Różycki.

 


d