PKN Orlen chce złożyć do Komisji Europejskiej wniosek dotyczący fuzji z Lotosem do końca 2018 roku lub na początku 2019 roku. Jak wynika z raportu Warsaw Enterprise Institute, połączenie obu firm jest w pełni uzasadnione ekonomicznie i wpisuje się światowy trend konsolidacji. Inne podmioty z branży obawiają się jednak negatywnego wpływu na rynek. –...
Profesjonalne czyszczenie elewacji i usuwanie graffiti - my wiemy, jak zrobić to dobrze Firma ADCleaning powstała po to, aby pomóc Państwu zadbać o wizerunek nieruchomości. Korzystając z naszego wieloletniego doświadczenia i profesjonalnego podejścia jesteśmy w stanie dobrać chemię oraz metodą czyszczenia do każdej powierzchni, oraz rodzaju zabrudzeń tak, aby osiągnąć, jak najlepszy efekt. Niestety, ale elewacja traktowana jest przez wielu grafficiarzy jako doskonałe...

W I półroczu br. znacząco wzrosła liczba kontroli Państwowej Inspekcji Pracy w obszarze legalności zatrudnienia. Przeprowadzono ich w sumie ok. 15 tys., sprawdzając legalność zatrudnienia w odniesieniu do nieco ponad 17 tys. zagranicznych i blisko 120 tys. polskich pracowników. – Skala nieprawidłowości utrzymuje się na porównywalnym poziomie, co w poprzednich latach – mówi Dariusz Górski z Głównego Inspektoratu Pracy. Jak ocenia, powodem są m.in. zbyt niskie kary, bo wiele firm ma je wkalkulowane w swój model biznesowy. Na razie nie pomogła także zmiana przepisów, które gwarantują zgłaszającemu nieprawidłowości pracownikowi brak konsekwencji.

 Liczba przedsiębiorstw na polskim rynku pracy sięga kilku milionów, natomiast nasza działalność kontrolna dotycząca legalności zatrudnienia to jest tylko pewien wycinek. Nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkich. Niemniej jednak, porównując dane z tego roku i lat ubiegłych, widzimy, że skala tych nieprawidłowości utrzymuje się na zbliżonym poziomie – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Górski, dyrektor Departamentu Legalności Zatrudnienia w Głównym Inspektoracie Pracy.

W ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 54 tys. kontroli, z których 11,5 tys. dotyczyło legalności zatrudnienia obywateli polskich i cudzoziemców. Prawie połowa z nich skończyła się stwierdzeniem nieprawidłowości. Dane za I półrocze br. pokazują natomiast, że liczba kontroli w tym obszarze znacząco wzrosła. Między styczniem a czerwcem br. inspektorzy pracy przeprowadzili w sumie ok. 15 tys. kontroli, z których 10 tys. dotyczyło legalności zatrudnienia i innej pracy zarobkowej obywateli polskich, a 5 tys. – cudzoziemców. Duża różnica między tym a ubiegłym rokiem wynika głównie z covidowych restrykcji obowiązujących w I półroczu 2021 roku.

– Legalność zatrudnienia jest przez nas analizowana przez pryzmat trzech elementów formalnych. Pierwszym jest zgłoszenie do ubezpieczenia społecznego, drugim – umowa o pracę zawarta na piśmie w wymaganym terminie. Z kolei trzeci dotyczy osób bezrobotnych zgłoszonych do rejestrów powiatowych urzędów pracy, które nie powiadamiają tegoż urzędu o fakcie podjęcia pracy i popełniają w ten sposób nadużycie – tłumaczy ekspert.

Jak wynika z wstępnych danych udostępnionych przez PIP, w I półroczu br. przeanalizowano rodzaj i warunki zawartej umowy w stosunku do 50,2 tys. polskich pracowników. Okazało się, że 610 osób umowy nie miało w ogóle, a w ponad 890 przypadkach stwierdzono w tym zakresie uchybienia. Zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych zbadano w stosunku do 48,7 tys. pracowników i 13,7 tys. zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych. Niedopełnienie tego obowiązku stwierdzono odpowiednio w 476 oraz 445 przypadkach. Tutaj dużo wyższa okazała się jednak liczba uchybień, PIP stwierdził ich w sumie 6,8 tys. (5,3 tys. w stosunku pracowników i 1,5 tys. uchybień w stosunku do zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych).

W ostatnim aspekcie – czyli w zakresie zawiadomienia przez bezrobotnego urzędu pracy o podjęciu zatrudnienia – inspektorzy skontrolowali prawie 5,3 tys. osób, z których 97 w ogóle nie dopełniło tego obowiązku, a uchybienia stwierdzono w 64 przypadkach.

Inspektorzy pracy przeprowadzili w I półroczu br. również ok. 5 tys. kontroli i sprawdzili legalność powierzenia pracy ponad 17,1 tys. cudzoziemcom. Powierzenie cudzoziemcowi nielegalnego wykonywania pracy stwierdzono podczas 728 kontroli. Odsetek nielegalnie zatrudnionych obcokrajowców wyniósł 11,4 proc., co przekłada się na 1,96 tys. osób pracujących na czarno.

– Budownictwo, handel i usługi administrowania, pod którymi kryją się także przedsiębiorstwa świadczące usługi agencji zatrudnienia – to branże, w których identyfikujemy nieprawidłowości związane z nielegalnym powierzeniem i wykonywaniem pracy. Nasze kontrole są ukierunkowane właśnie na te podmioty, gdzie ryzyko występowania tych patologii jest największe – mówi dyrektor Departamentu Legalności Zatrudnienia GIP.

Rząd już w ubiegłym roku – w ramach Polskiego Ładu – zapowiedział walkę z zatrudnianiem na czarno i wypłacaniem wynagrodzeń pod stołem, wskazując, że obowiązujące do tej pory przepisy nie chronią pracowników przed nadużyciami. Dlatego od stycznia br. weszły w życie nowe narzędzia prawno-podatkowe, które mają skłonić pracodawców do legalizacji zatrudnienia i wyjścia z szarej strefy.

To jest ogromny problem społeczny – mówi Dariusz Górski. – Podjęte działania mają na celu eliminowanie szarej strefy poprzez zniechęcenie przedsiębiorców do tego, żeby zatrudniali nielegalnie. Z drugiej strony mają zachęcić pracowników, żeby zgłaszali się do inspekcji pracy czy do organów skarbowych i powiadamiali o fakcie nielegalnego zatrudnienia bez ryzyka konsekwencji. Z naszych danych wynika, że jak na razie ta świadomość braku negatywnych konsekwencji nie jest znaczna, co powoduje, że trafia do nas niewiele zgłoszeń. Niemniej jednak w naszej pracy już widzimy pozytywne efekty tej zmienionej regulacji prawnej.

Jak wskazuje, nielegalne powierzenie wykonywania pracy jest w Polsce wykroczeniem zagrożonym grzywną od 1 do nawet 30 tys. zł.

Tak mówi kodeks. Natomiast sankcje nakładane przez inspektora pracy w drodze mandatu karnego są określone pewnym limitem. Jest możliwość nałożenia takiego mandatu w kwocie od 1 do 2 tys. zł – mówi ekspert. – W sytuacji, kiedy inspektor stwierdzi znaczną liczbę nieprawidłowości, może jednak nie skorzystać z tej prostszej ścieżki, ale skierować wniosek o ukaranie do sądu. Wtedy decyzja o wysokości sankcji zależy już od organu, który w tej sprawie orzeka.

Dyrektor w GIP zauważa też, że wiele firm ma wkalkulowane w swój model biznesowy kary za nadużycia dotyczące legalności zatrudnienia. Przedsiębiorcy świadomie łamią przepisy, bo wiedzą, że kary nie są wysokie, więc i tak im się to opłaci.

Sankcje nakładane przez inspektorów pracy są przez wielu postrzegane jako nieodstraszające. I dlatego też są nieskuteczne – mówi Dariusz Górski. – Wnioskujemy nie tylko o podwyższenie wysokości tych kar, ale i o zmianę filozofii nakładania takich sankcji, tzn. za każdego nielegalnie zatrudnionego pracownika do kwoty nie wyższej niż. Są kraje takie jak Austria, Finlandia czy Norwegia, gdzie wysokość kar za nielegalne zatrudnienie jest bardzo wysoka.

Z opublikowanego w zeszłym roku raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że aż 1,4 mln pracowników w Polsce (12 proc. osób zatrudnionych na umowie o pracę) otrzymuje część wynagrodzenia pod stołem. Skala tego zjawiska jest największa w mikrofirmach, zatrudniających do dziewięciu pracowników, gdzie dotyczy to 31 proc. pracowników. Ogółem w ten sposób wypłacanych jest 6 proc. wynagrodzeń w polskiej gospodarce. W 2018 roku suma tego typu wypłat wyniosła 34 mld zł, a straty budżetu państwa z tego tytułu zostały oszacowane na 17 mld zł. Z badań PIE wynika również, że 57 proc. przedsiębiorców działających w drobnych usługach (m.in. gastronomia, zakwaterowanie, uroda) ocenia, że zjawisko płacenia pod stołem jest obecne w ich branży, ten odsetek był wysoki także w handlu i budownictwie.

Koszty wywołane ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi są coraz wyższe. Już w I półroczu ub.r. burze, gradobicia, wichury, podtopienia i ulewy spowodowały, że liczba szkód katastroficznych wzrosła aż o 41 proc. r/r. W pierwszej połowie tego roku ten wzrost sięga już ok. 80 proc. Z prognoz PIU wynika, że Polska będzie coraz bardziej narażona na negatywne efekty zmian klimatu i ekspozycji na ryzyko, ale z drugiej strony ubezpieczyciele są na ten scenariusz coraz lepiej przygotowani. Aby usprawnić proces likwidacji szkód i wypłaty odszkodowań, wprowadzają szereg usprawnień, m.in. podnoszą limit wartości szkód kwalifikowanych do obsługi na uproszczonych zasadach albo przekazują zaliczki na poczet pełnego odszkodowania, dzięki czemu można od razu przystąpić do naprawy zniszczonego majątku. 

Zmiany klimatu powodują wzrost częstotliwości i intensywności występowania szkód żywiołowych. Patrząc historycznie, te szkody występowały zazwyczaj w okresie letnim, ale w tej chwili obserwujemy zmieniającą się sezonowość. W tym roku szkody żywiołowe wystąpiły już w lutym. Dlatego branża ubezpieczeniowa musi być na nie przygotowana praktycznie przez cały rok. I dlatego stworzyliśmy dodatkowy zespół, który jest uruchamiany w przypadku wzmożonej liczby zgłaszanych szkód z tytułu anomalii pogodowych – mówi agencji Newseria Biznes Monika Lis-Stawińska, dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Podczas słynnej wielkiej powodzi w Polsce w 2010 roku ucierpiało łącznie 24 tys. rodzin, a straty oszacowano na ponad 12 mld zł. Tylko niecałe 13 proc. tych strat było wówczas ubezpieczonych. Gdyby ta powódź wydarzyła się teraz, jej skutki mogłyby kosztować gospodarkę co najmniej 4 mld zł więcej – wynika z raportu „Klimat ryzyka”, który krótko przed pandemią opublikowała Polska Izba Ubezpieczeń. Według niego coraz częstsze w ostatnich latach ekstremalne zjawiska pogodowe powodują wzrost ekspozycji na ryzyko. Są zarówno zagrożeniem dla majątku publicznego i prywatnego, jak i wyzwaniem dla ubezpieczycieli.

– Porównując pierwsze półrocze tego roku z analogicznym ubiegłego, zanotowaliśmy aż 80-proc. wzrost szkód zgłaszanych z tytułu anomalii pogodowych. Zlikwidowaliśmy w tym czasie 16 tys. szkód i wypłaciliśmy w sumie 54 mln zł za straty spowodowane anomaliami pogodowymi – mówi Monika Lis-Stawińska.

Ubiegłoroczny raport „Global Insurance” firmy BlackRock pokazuje, że obecnie już 95 proc. ubezpieczycieli uważa zmiany klimatu za zagrożenie i czynnik, który w nadchodzących latach będzie mieć znaczący wpływ na budowę ich portfela. To pokazuje, że firmy ubezpieczeniowe są coraz bardziej świadome konsekwencji zmian klimatycznych. Podobnie jak i zwykli Polacy. Na potrzeby ubiegłorocznego raportu „Mapa ryzyk Polaków” PIU zapytała ich, czego najbardziej się obawiają i jakie ryzyka uważają za najbardziej prawdopodobne w swoim życiu. W pierwszej dziesiątce najczęstszych odpowiedzi uplasowało się ocieplenie klimatu, huragany i silne wiatry.

W ostatnich latach występują one w Polsce coraz częściej, podobnie jak intensywne burze, gradobicia, lokalne podtopienia, trąby powietrzne czy pożary wywołane suszą. W efekcie rośnie też – i to aż o kilkadziesiąt procent rok do roku – liczba wywołanych nimi szkód w mieniu, takich jak np. przepięcia, zalania czy zerwane dachy. Ekstremalna pogoda daje się we znaki zwłaszcza latem, dlatego w tym okresie ubezpieczyciele angażują dodatkowe siły, żeby usprawnić proces likwidacji szkód i wypłaty odszkodowań.

– Ubezpieczyciele wprowadzają w tym celu różnego rodzaju usprawnienia. W Compensie na bieżąco obserwujemy sytuację pogodową w kraju i – w przypadku otrzymania informacji o wystąpieniu szkód katastroficznych – wysyłamy naszym klientom z rejonu dotkniętego tymi szkodami SMS-a z informacją, jak najwygodniej zgłosić do nas szkodę. Relokujemy też rzeczoznawców na tereny objęte szkodami żywiołowymi i w ciągu kilku dni wypłacamy zaliczki na poczet odszkodowania, aby poszkodowani mogli jak najszybciej przystąpić do naprawy mienia – mówi dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Ubezpieczyciele mają swoje systemy monitoringu szkód katastroficznych i  w zależności od zjawiska przygotowane scenariusze działania. Dzięki temu konsultanci na call center, rzeczoznawcy mobilni i likwidatorzy są w stanie obsłużyć większą liczbę zgłaszanych szkód. W momencie kulminacji zgłoszeń zyskują też większe uprawnienia, aby móc finalizować sprawy na tzw. szybkiej ścieżce albo kontaktować się z poszkodowanymi i informować, co mogą samodzielnie robić z powstałymi zniszczeniami.

Co istotne, dla wielu ubezpieczonych właścicieli domów i mieszkań nie jest jasne, czy mogą zacząć naprawiać je na własną rękę. Wolą czekać na przyjazd rzeczoznawcy, żeby przypadkiem nie zamknąć sobie drogi do wypłaty odszkodowania. To błąd, bo jak podkreśla Monika Lis-Stawińska z Compensy w przypadku szkód spowodowanych warunkami atmosferycznymi bardzo ważne jest szybkie działanie i niedopuszczenie do powiększania się strat.

– Informujemy naszych klientów, aby – w przypadku szkód, w których istnieje ryzyko powiększania się strat – wykonali jak najdokładniejszą dokumentację zdjęciową, obrazującą wielkość zniszczeń, i nie czekali na przyjazd rzeczoznawcy – mówi ekspertka. – Jest to bardzo ważne np. w szkodach spowodowanych deszczami nawalnymi, bo klienci mogą od razu przystąpić do osuszania pomieszczeń, a także w szkodach spowodowanych silnym wiatrem, gdzie zostało uszkodzone poszycie dachowe. Wtedy klienci mogą od razu przystąpić do zabezpieczenia tego dachu.

Po wystąpieniu szkody trzeba ją zgłosić ubezpieczycielowi – telefonicznie, przez formularz kontaktowy na stronie internetowej albo w aplikacji na smartfona. Tak jest m.in. w Compensie, gdzie mniej skomplikowaną szkodę klient może zgłosić w aplikacji do samodzielnej likwidacji szkód. To najprostszy i najszybszy sposób na otrzymanie odszkodowania. Trwa to średnio około trzech–czterech dni, a dzięki wprowadzonej niedawno opcji tzw. automatycznej wypłaty ten proces może ulec skróceniu nawet do kilkunastu godzin.

Po zgłoszeniu szkody trzeba dokładnie sfotografować zniszczone mienie – tak, aby po czasie możliwe było określenie rozmiaru i zakresu strat. To ważne o tyle, że przy dużej liczbie szkód katastroficznych ubezpieczyciel może się zdecydować na obsługę zgłoszeń wyłącznie na podstawie dokumentacji zdjęciowej. To zaś oznacza, że decyzję o odszkodowaniu podejmie bez wizyty rzeczoznawcy na miejscu zdarzenia.

Później można już zająć się naprawą. Należy tylko pamiętać, aby zgromadzić do późniejszego okazania rzeczoznawcy uszkodzone przedmioty, np. wypaczone drzwi czy wilgotne deski podłogowe. Nie należy ich wyrzucać. Natomiast jeżeli w toku naprawy konieczny był zakup jakichś przedmiotów lub pomoc fachowców, trzeba zgromadzić wszystkie rachunki i faktury, a następnie przekazać je ubezpieczycielowi. 

Według statystyk Głównego Urzędu Statystycznego bezrobocie w czerwcu br. wyniosło 4,9 proc. i było o 0,2 pkt proc. niższe niż w maju oraz o 1,1 pkt proc. niż w czerwcu 2021 roku. To najniższy wynik od 32 lat. W dużej mierze jest to efekt dużego zapotrzebowania na pracowników sezonowych – dlatego latem z reguły bezrobocie spada najmocniej. Jednak na rynku widać już zmniejszającą się liczbę ogłoszeń o pracę i słabnącą presję płacową. Firmy spodziewają się recesji, nie wydaje się jednak, by miały redukować zatrudnienie.

Obserwujemy spadek liczby ogłoszeń o pracę o kilka punktów procentowych w stosunku i do zeszłego roku, i nawet w maju do kwietnia, co może być w pewien sposób niepokojące, bo wiemy, że jest więcej ogłoszeń na prace sezonowe. To oznacza, że jest ich znacznie mniej w innych dziedzinach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk, członek zarządu Polskiego Forum HR, prezes zarządu agencji zatrudnienia Trenkwalder. – Główne zagrożone dziedziny to jest bankowość, finanse, ubezpieczenia.

W gospodarce nadchodzi spowolnienie spowodowane wysoką inflacją i będącymi jej konsekwencją podwyżkami stop procentowych. Według odczytu GUS w czerwcu inflacja sięgnęła 15,5 proc., najwięcej od marca 1997 roku. Rada Polityki Pieniężnej podnosi stopy procentowe od października 2021 roku; w tym czasie referencyjna stopa podniosła się z 0,1 proc. do 6,5 proc., a nie brakuje głosów, że będą kolejne podwyżki. Przekłada się to na aktywność gospodarczą, a więc także na rynek pracy.

W czerwcu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających co najmniej 10 osób) było wyższe o 2,2 proc. w porównaniu z czerwcem ub.r., a tylko o 0,1 proc. niższe niż w maju br.  

Firmy badane przez nas wykazują bardzo duży stopień niepewności. 50 proc. firm przewiduje recesję, tylko 8 proc. firm przewiduje wzrost, jednocześnie tylko 25 proc. firm przewiduje zatrudnianie nowych pracowników, jeszcze jesienią 2021 roku było to ponad 30 proc. – mówi Wojciech Ratajczyk. – Tylko 8 proc. przedsiębiorstw przewiduje spadek zatrudnienia, zwolnienia. Oznacza to, że firmy, pomimo dużej niepewności, chcą budować albo co najmniej utrzymać swoje stałe zespoły, co według mnie świadczy o tym, że bezrobocie w najbliższym czasie, jeśli nie wydarzy się jakaś ekonomiczna katastrofa, nie będzie znacząco wzrastać.

Krajowa Izba Gospodarcza w komentarzu do czerwcowych danych GUS prognozuje, że w okresie sierpień–październik stopa bezrobocia może nawet jeszcze spaść – do 4,8 proc., a zimą spodziewa się powrotu do poziomu 5 proc.

Zgodnie z metodologią Eurostatu bezrobocie w Polsce wyniosło w maju 2,7 proc., co było drugim najniższym wynikiem w Unii Europejskiej (niższe jest tylko w Czechach, 2,5 proc.). Dla porównania średnia dla UE wyniosła 6,1 proc., a dla strefy euro – 6,6 proc. Gorzej sytuacja wygląda wśród młodych poniżej 25. roku życia, gdzie zajmujemy ósme miejsce ex aequo z Danią – 8,8 proc.

GUS wskazuje, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu było wyższe o 13 proc. niż rok temu i wyniosło 6554,87 zł brutto. Względem maja br. wzrosło o 2,4 proc.

 Do tej pory presja na wzrost wynagrodzeń jest bardzo silna, jednocześnie mamy badania, które pokazują, że tylko poniżej 1/3 firm planuje dzisiaj podwyżki płac, jeszcze niedawno było to ponad 50 proc. Pokazuje to, że na tym rynku 50 proc. firm przewiduje w jakiś sposób recesję lub zahamowanie wzrostu. Wydaje nam się, że presja płacowa w najbliższych miesiącach, może kwartałach zmaleje, choć biorąc pod uwagę wysoki stopień inflacji, nie możemy wykluczyć, że w ogóle jej nie będzie – przewiduje prezes agencji Trenkwalder. – W dzisiejszej sytuacji skłonność do dawania podwyżek prawdopodobnie będzie maleć, ponieważ całość kosztów przedsiębiorstwa, w tym koszty personalne, rośnie w związku właśnie z inflacją.

Pensje mogą rosnąć w tych branżach, w których najmocniej odczuwalny jest brak pracowników.

– Nadal jest to branża informatyczna, nadal są to inżynierowie, nadal są to specjaliści do obsługi wysokich technologii w przemyśle. Jednocześnie obserwujemy mniejsze zainteresowanie przedsiębiorców zatrudnianiem pracowników w takich branżach jak finanse, ubezpieczenia, a więc prawdopodobnie tam ta presja jest niższa i wzrost zarobków będzie również niższy – ocenia członek zarządu Polskiego Forum HR.

Jak wskazuje raport ManpowerGroup „Niedobór talentów”, siedmiu na dziesięciu pracodawców boryka się z trudnościami w zrekrutowaniu nowych pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. Najtrudniej jest znaleźć u kandydatów umiejętności z obszaru IT & analizy danych, logistyki & operacji oraz obsługi klienta.

Przy wyborze grzejników ważnym czynnikiem jest pomieszczenie, w jakim będą one zamontowane i użytkowane. Jak elegancko urządzić mieszkanie, gdy widnieje w nim ogromny i ciężki grzejnik, który nie pasuje do wystroju wnętrza? Poniżej przedstawiamy kilka propozycji. Salon to miejsce, w którym zazwyczaj jest więcej metrów do wykorzystania, niż w pozostałych...
Wiemy, że większość smartfonów produkowana jest w Chinach, najbardziej znane firmy posiadają fabryki w tym państwie. Oprócz znanych modeli Chińczycy produkują również ciekawe, innowacyjne aparaty, jednym z nich jest Cubot, ciekawy, bezramkowy smartfon. Firma, która powstała osiem lat temu jest nowym przedsiębiorstwem. Zachęca ona klientów dobrym stosunkiem ceny do...

– Realizujemy cztery programy w Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i Grecji, ale skala programu w Polsce jest mniej więcej taka sama albo nawet większa niż w tych czterech pozostałych razem wziętych – mówi Magnar Ødelien z agencji Innovation Norway, która jest norweskim partnerem PARP we wdrażaniu programu „Rozwój przedsiębiorczości i innowacje” finansowanego z Funduszy Norweskich. – Ten program spotyka się z dużym zainteresowaniem polskich przedsiębiorców – dodaje Mikołaj Różycki, zastępca prezesa PARP. Obecnie dobiega końca nabór w po raz drugi ogłoszonym konkursie „Blue Growth – Innowacje w obszarze wód śródlądowych lub morskich”. Jeszcze tylko do 7 kwietnia br. o dofinansowanie mogą się ubiegać projekty dotyczące zrównoważonego rozwoju obszarów wodnych.

 Na tle innych możliwości finansowania projektów inwestycyjnych w firmach Fundusze Norweskie są relatywnie wysoko popularne. Konkurs w schemacie Blue Growth ogłaszamy po raz drugi, natomiast w trzech innych obszarach tematycznych (zielone technologie, technologie poprawiające jakość życia czy projekty realizowane przez firmy kobiece) środki norweskie zostały już przyznane i trwa realizacja projektów – mówi agencji Newseria Biznes Mikołaj Różycki.

Norwegia nie jest członkiem UE, jednak poprzez specjalny, bezzwrotny instrument finansowy – czyli właśnie Fundusze Norweskie – zapewnia swój wkład w tworzenie zielonej, nowoczesnej i zintegrowanej Europy. Mechanizm ten jest dostępny w państwach, które przystąpiły do UE po 2003 roku, czyli również w Polsce. W ramach tego instrumentu polskie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą się ubiegać o granty na realizację projektów związanych np. z ochroną środowiska, efektywnością energetyczną czy ograniczaniem nierówności społecznych i ekonomicznych.

– Dla polskich MŚP te fundusze to kolejna – poza środkami europejskimi czy krajowymi – możliwość, żeby się rozwijać, więc przedsiębiorcy są nimi żywo zainteresowani – mówi zastępca prezesa PARP.

Jak zauważa, na tle programów unijnych Fundusze Norweskie wyróżniają wyspecjalizowane ścieżki tematyczne, a środki są dedykowane przedsiębiorcom z wąskiej grupy ściśle określonych branż.

– Te fundusze bardzo dobrze pasowały do naszej koncepcji rozwoju, bo w naszych produktach też mamy dużo rozwiązań związanych z energooszczędnością, a to było jednym z podstawowych parametrów otrzymania dotacji – mówi Witold Levén, jeden z beneficjentów, prezes firmy Leven Group, specjalizującej się w rozwiązaniach i specjalistycznych urządzeniach dla branży gastronomicznej.

Kończony przez spółkę projekt Green Growth został sfinansowany ze środków norweskich na lata 20142021. Obejmował on budowę nowoczesnej hali produkcyjno-magazynowej wraz z panelami fotowoltaicznymi i innymi energooszczędnymi rozwiązaniami.

Stwierdziliśmy, że potrzebujemy w naszych okapach nowych rozwiązań i jednym z wariantów dojścia do tego celu było pozyskanie dotacji, żeby można to było lepiej sfinansować, niż sami byśmy to zrobili. Dotację wykorzystaliśmy na budowę nowej hali i maszyny do produkcji nowych rozwiązań. Mamy tu także zainstalowane pompy ciepła i fotowoltaikę – wymienia Witold Levén.

Przyznaliśmy dofinansowanie ponad 180 projektom na kwotę prawie 95 mln euro. W tym momencie minęliśmy półmetek, bo ponad 60 proc. z tych projektów już ma podpisane umowy i jest realizowanych. Konkurs po raz pierwszy ogłosiliśmy w 2019 roku, a w maju 2020 roku był termin składania wniosków. Nasze oczekiwania zupełnie minęły się z rzeczywistością, ponieważ zainteresowanie było ponad trzykrotnie większe niż budżet, jakim dysponowaliśmy wtedy. Teraz mamy już zwiększony budżet, właśnie dlatego że było bardzo dużo dobrych projektów, które były na liście rezerwowej – wyjaśnia Monika Karwat-Bury, ekspertka w Departamencie Wdrożeń Innowacji w Przedsiębiorstwach w PARP. – Natomiast z niektórych programów zostały nam oszczędności i z nich uruchomiliśmy kolejny konkurs.

Dodatkowym konkursem jest prowadzony właśnie nabór do „Blue Growth – innowacje w obszarze wód śródlądowych lub morskich”. O dofinansowanie – wynoszące od 200 tys. do nawet 2 mln euro – mogą się ubiegać projekty dotyczące zrównoważonego rozwoju obszarów wodnych, ekologii i turystyki. Środki otrzymane w konkursie Blue Growth firmy będą mogły przeznaczyć na inwestycje, np. na zakup maszyn, roboty budowlane, eksperymentalne prace rozwojowe albo usługi doradcze. O wsparcie mogą się ubiegać mikro-, mali i średni przedsiębiorcy zarejestrowani na terenie Polski, a wnioski można składać jeszcze do 7 kwietnia br., za pośrednictwem specjalnej aplikacji dostępnej na stronie PARP.

– Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości jest operatorem Funduszy Norweskich po raz pierwszy i jesteśmy wdzięczni za zaufanie, jakim obdarzyła nas Norwegia jako kraj darczyńcy – mówi Monika Karwat-Bury.

– Pracujemy z PARP już od kilku lat i w porównaniu z innymi programami, które organizujemy, ta współpraca układa się naprawdę dobrze – mówi Magnar Ødelien, Programme Director EEA Norway Grants w Innovation Norway. – Realizujemy jeszcze cztery takie programy w Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i Grecji, ale jego skala w Polsce jest mniej więcej taka sama albo nawet większa niż tych czterech programów razem wziętych. Główna różnica pomiędzy Polską a przynajmniej częścią pozostałych państw realizujących podobne programy polega na tym, że polskie firmy są bardziej zaawansowane, mają bardziej zbliżony charakter do tych z północnej części Europy i często są po prostu lepiej rozwinięte niż w innych krajach.

Co istotne, jednym z głównych celów Funduszy Norweskich jest też stymulowanie współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami z Polski i Norwegii. Dlatego firmy, które zgłaszają się po granty w ramach tego instrumentu, otrzymują możliwość budowania partnerstwa z norweskimi firmami i wejścia na tamtejszy rynek.

– Te stosunki dwustronne są ważnym elementem Norweskiego Mechanizmu Finansowego. Polskie MŚP współpracują z norweskimi partnerami, co przekłada się na obopólne korzyści. Tworzą coś wspólnie, współpracują, uczą się od siebie nawzajem, dzielą się wiedzą i technologią oraz zdobywają doświadczenie w zakresie współpracy międzynarodowej i na rynku wewnętrznym – mówi Margrethe Asserson, Programme Manager w Financial Mechanism Office.

W ramach Funduszy Norweskich na realizację programów w państwach UE w latach 20142021 przewidziano 1,25 mld euro.


d

Założenie pierwszego biznesu to zawsze pewien stres związany m.in. z koniecznością samodzielnego rozliczania podatków. Dla niedoświadczonej osoby, która nie orientuje się w gąszczu często ze sobą sprzecznych przepisów, może być to mocno stresującym zajęciem. Dlatego wielu początkujących przedsiębiorców otwierając swój pierwszy biznes w Warszawie lub dowolnie innym mieście, decyduje...
Galeria Wnętrz Domar to miejsce dobrze znane wszystkim miłośnikom designu i aranżacji wnętrz. Na powierzchni prawie 18 000 m2, w jednym obiekcie zgromadzona jest szeroka oferta ciekawych mebli, dekoracji i elementów wyposażenia wnętrz ponad 100 sklepów. Bogata i zróżnicowana oferta produktowa i usługowa to podstawa jej działalności, jednak od jakiegoś...