
Pierwsza karta płatnicza pojawiła się na polskim rynku 30 lat temu. Od tego czasu Polacy pokochali bezgotówkowe płatności – w 2020 roku liczba terminali przekroczyła milion, a tylko w IV kwartale kartami dokonano 1,56 mld transakcji bezgotówkowych o wartości 108 mld zł. Majowe badanie HASHfinanseprzyszłosci2021 zrealizowane dla Banku Millennium pokazuje, że w obszar płatności w coraz większym stopniu wkraczają technologie, a Polacy coraz chętniej płacą np. smartfonem czy zegarkiem. W najbliższych latach intensywnie będzie się rozwijać biometria. Ponad połowa osób uczestniczących w badaniu zgodziła się ze stwierdzeniem, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość Polaków. Co ciekawe, Polacy oczekują nie tylko wygodnych, szybkich i bezpiecznych płatności, ale zwracają także uwagę na ich aspekt ekologiczny.
– Rozwój płatności zmierza w kierunku ich upraszczania oraz automatyzacji i będzie przebiegać o wiele dynamiczniej niż w przeszłości. Wdrożenie technologii zbliżeniowej – obecnie bardzo popularnej – zajęło bankom i organizacjom płatniczym prawie pół wieku. Udostępnienie aplikacji mobilnej na smartfony to był już okres zaledwie kilku lat. W przypadku płatności mobilnych przebiega to jeszcze szybciej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Karpińska, dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.
Zdalne kanały kontaktu z bankiem i bezgotówkowe płatności cieszą się w Polsce bardzo dużą – i wciąż rosnącą – popularnością. Z ostatniego raportu „NetB@nk” Związku Banków Polskich wynika, że wśród klientów indywidualnych jest już ok. 27 mln aktywnych użytkowników zdalnej bankowości (mobilnej i internetowej). W najszybciej rosnącym segmencie bankowości mobilnej tylko w ostatnim kwartale ub.r. przybyło 0,5 mln nowych użytkowników, a ich łączna liczba sięgnęła prawie 14,2 mln. W tym gronie 7,45 mln to tzw. użytkownicy mobile only, którzy korzystają z bankowości zdalnej wyłącznie poprzez aplikację w smartfonie.
Dane NBP pokazują z kolei, że na koniec 2020 roku na polskim rynku znajdowało się prawie 43,7 mln kart płatniczych, z których 87,8 proc. stanowiły karty zbliżeniowe. Tylko w IV kwartale ub.r. Polacy dokonali nimi 1,56 mld transakcji bezgotówkowych (które stanowiły aż 92,2 proc. łącznej liczby wszystkich transakcji kartami).
– Według danych Narodowego Banku Polskiego już około połowa wszystkich transakcji, których dokonujemy, realizowana jest w formie bezgotówkowej – mówi Tomasz Pol, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium.
Z badania IBRiS i Banku Millennium wynika, że 21 proc. Polaków w czasie pandemii częściej niż wcześniej korzystało z płatności zbliżeniowych. Wśród nich 94 proc. po ustaniu pandemii również będzie płacić w ten sposób częściej niż gotówką. 27 proc. badanych uważa, że za 10 lat płatności zbliżeniowe wciąż będą najpopularniejszym środkiem płatniczym. Niemal co piąty Polak przewiduje, że za 10 lat najchętniej będzie płacić zbliżeniowo telefonem, z kolei 17 proc. postawi na rozwiązania biometryczne, a 10 proc. – na wearables.
– Coraz częściej można zobaczyć osoby korzystające przy terminalu płatniczym nie z plastikowej karty, ale z telefonu bądź zegarka. To powoli przestaje być technologiczną nowinką. Przyszłość to właśnie płatności mobilne i wearables, czyli np. bransoletki czy smartwatche. To jest łatwiejsze i wygodniejsze dla klienta – mówi Halina Karpińska.
– 30 lat temu pierwsza karta wymagała zdeponowania 200 ówczesnych milionów złotych w banku i cierpliwości, aby ją otrzymać. Dziś kartę można otrzymać praktycznie natychmiast na przykład w aplikacji mobilnej i chwilę potem realizować już płatności, autoryzując je chociażby biometrią. Ten trend – szybkich płatności, mocnych autoryzacji, będzie się wzmacniał się w przyszłości – dodaje Tomasz Pol.
Bank Millennium i Visa wskazują na pięć kluczowych trendów, które w najbliższych latach będą rządzić bankowością konsumencką. Jednym z nich jest dostosowanie oferty do potrzeb nowej generacji klientów, którzy świetnie poruszają się w świecie technologii, płynnie przechodząc ze świata offline do online i odwrotnie. Klient 4.0 oczekuje od banku nie tylko nowoczesnych usług finansowych, ale też bardzo głęboko spersonalizowanych, oferowanych dokładnie w tym miejscu i czasie, kiedy zaistnieje taka potrzeba.
– Naturalnym kierunkiem rozwoju będą teraz płatności, które odbywają się automatycznie, w tle, subskrypcyjne płatności z autoryzacją za pomocą biometrii, z minimalną ingerencją ze strony klienta. Ten trend upraszczania płatności i ułatwiania życia klientom jest najlepszym drogowskazem, pokazującym kierunek rozwoju płatności i technologii, które je wspierają – mówi Halina Karpińska.
Raport wskazuje, że jedną z takich technologii będzie biometria, która zacznie odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Ponad 50 proc. Polaków uważa, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość klientów bankowości. Jedno z pierwszych rozwiązań na świecie umożliwiające płatności za pomocą skanu tęczówki zostało zaprojektowane właśnie w Polsce i jest już dostępne w niemal 100 miejscach we Wrocławiu.
– Biometria będzie kluczowa dla płatności przyszłości. Przewidujemy, że już w niedalekiej przyszłości duża część płatności będzie autoryzowana biometrycznie, co wynika z faktu, że jest to najwygodniejsza metoda autoryzacji transakcji. Nie trzeba pamiętać żadnych dodatkowych haseł, a zabezpieczenie opiera się na wizerunku twarzy, liniach papilarnych czy brzmieniu głosu. Do zabezpieczenia można wykorzystać jedną bądź wiele takich cech. Dodatkowo biometria spełnia wszystkie wymogi regulacyjne dotyczące płatności, więc jest bardzo bezpieczna. Te dwa czynniki – bezpieczeństwo i wygoda – są najważniejsze dla klientów w przypadku płatności – mówi dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.
Eksperci Banku Millennium i Visa sugerują także, że usługi finansowe w przyszłości będą częściej „zaszyte” w codziennych czynnościach, dzięki czemu staną się wygodniejsze. W tym zakresie rozwijane będą takie technologie jak tokenizacja czy internet rzeczy. Przykładowo inteligentna lodówka sama zamówi brakujące produkty w sklepie i za nie zapłaci. Niektóre takie rozwiązania – jak np. płatność za przejazd autostradą przez aplikację mobilną, bez konieczności zatrzymywania się na bramkach – są już dostępne.
Z badania HASHfinanseprzyszlosci2021 wynika także, że w nadchodzących latach usługi finansowe będą coraz bardziej powiązane z dbałością o środowisko i klimat. Ponad połowa ankietowanych w ramach badania Banku Millennium zadeklarowała, że jest dla nich ważne, by karta płatnicza była biodegradowalna, wykonana z ponownie przetworzonego materiału lub miała wyłącznie cyfrową postać.
– Instytucje finansowe w ramach cyfryzacji proaktywnie poszukują takich obszarów, które mogą wesprzeć środowisko, i jednocześnie prowadzą edukację klientów, promując takie rozwiązania – wyjaśnia Halina Karpińska.
Z edukacją klientów wiąże się kolejny z trendów wskazanych w raporcie, a mianowicie rozwój usług typu parent & child, czyli kierowanych do rodziców i dzieci. Wynika to z faktu, że na rynek płatności i usług finansowych zaczynają wkraczać coraz młodsi użytkownicy. Dzieci zaczynają robić drobne zakupy w wieku siedmiu–ośmiu lat, a z konta bankowego zaczynają korzystać już dwa–trzy lata później. Gromadzą tam swoje oszczędności, płacą kartą, dokonują płatności w grach online i korzystają z aplikacji mobilnej banku. Ponad 90 proc. rodziców chce mieć jednak kontrolę nad kontem i wydatkami dziecka.
– W Banku Millennium zaoferowaliśmy w ostatnim czasie aplikację mobilną skierowaną specjalnie do najmłodszych klientów od siódmego roku życia – rachunek 360° Junior – oraz kartę, która pozwala im również na płatności telefonem. Wszystko to odbywa się pod czujnym okiem rodziców. Zależy nam na tym, aby nie tylko przesyłali kieszonkowe swoim dzieciom w odpowiedzi na prośbę wysyłaną przez specjalną funkcję w naszej aplikacji mobilnej, lecz także żeby mieli szansę uczestniczyć w ich edukacji finansowej – podkreśla Tomasz Pol.

Resort finansów upublicznił pod koniec lipca projekt przepisów podatkowych Polskiego Ładu. Nie pozostaną one bez konsekwencji dla finansów samorządów. W latach 2022–2030 z ich budżetów zniknie łącznie 145 mld zł. Najbardziej ucierpią duże miasta, takie jak Warszawa, którą Polski Ład będzie kosztował 1,7 mld zł. Jednostki samorządu terytorialnego obawiają się, że będą zmuszone likwidować część usług, z których korzystają mieszkańcy, ciąć inwestycje albo podnosić lokalne podatki i opłaty. Dlatego zaapelowały do rządu o wprowadzenie mechanizmów, które uchronią je przed radykalnym spadkiem dochodów. Chcą m.in. większego udziału samorządów w podatkach PIT.
– Związek Miast Polskich wyliczył, że na Polskim Ładzie stracimy w ciągu dekady ok. 145 mld zł, więc są powody do obaw – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Kuczera, prezydent Rybnika, przewodniczący Śląskiego Związku Gmin i Powiatów.
Ministerstwo Finansów opublikowało 26 lipca br. projekt zmian w ustawach o PIT i CIT, które są częścią zapowiadanego od kilku tygodni Polskiego Ładu. Najważniejsze projektowane zmiany to m.in. zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, podniesienie drugiego progu podatkowego z 85,5 do 120 tys. zł i wprowadzenie ulgi podatkowej dla klasy średniej.
Resort wyliczył, że na projektowanych zmianach ma skorzystać 18 mln Polaków, w których kieszeni zostanie w sumie ok. 14 mld zł rocznie. Podatek PIT przestanie płacić prawie 9 mln Polaków, w tym ok. 70 proc. emerytów i rencistów. Z kolei zwiększenie progu podatkowego o 40 proc. już od 2022 roku spowoduje, że liczba osób płacących 32-proc. podatek spadnie o połowę. Konsultacje społeczne projektu przepisów podatkowych Polskiego Ładu mają potrwać do 30 sierpnia br.
Planowane przez rząd zmiany podatkowe będą mieć duże przełożenie także na finanse samorządów. Środki z podatków dochodowych są dla nich główną pozycją w budżetach, stanowią ok. 20 proc. regularnych dochodów, więc Polski Ład je znacznie uszczupli. Jak wynika z oceny skutków regulacji przedstawionej przez Ministerstwo Finansów, w ciągu 10 lat jednostki samorządu terytorialnego stracą 145 mld zł. W przypadku Warszawy będzie to kwota 1,7 mld zł rocznie, a Krakowa – ponad 500 mln zł.
– Każde miasto posiada indywidualne wyliczenia, w przypadku Rybnika mówimy o stracie ok. 57 mln zł rocznie. Jesteśmy na etapie tworzenia budżetu na kolejny rok i czekamy na wskaźniki, które przychodzą co roku z Ministerstwa Finansów. Zobaczymy, jakie one będą. Wiadomo jednak, że wydatki bieżące miasta rosną, a to bardzo ważny element budżetu – mówi Piotr Kuczera.
Samorządowcy wskazują, że Polski Ład zabierze lokalnym wspólnotom pieniądze, z których opłacane są usługi najbliższe mieszkańcom, takie jak edukacja, komunikacja publiczna, gospodarka odpadami czy sport. W efekcie JST będą zmuszone likwidować część usług, ciąć inwestycje albo podnosić lokalne podatki i opłaty.
– Z jednej strony mamy budżety inwestycyjne i tutaj obawy są mniejsze. Problemem będzie jednak bieżące funkcjonowanie miast. Ten dochód bieżący służy m.in. finansowaniu dopłat do oświaty, do komunikacji miejskiej i wszystkich innych rzeczy, które budują komfort funkcjonowania miasta i mieszkańców. Chcielibyśmy, żeby cena tego komfortu była jak najniższa. Niestety finansowanie wydatków bieżących będzie pochłaniało coraz większe kwoty, a to oznacza, że część będzie przerzucana na mieszkańców. To nigdy nie jest popularne, ale ekonomia jest jedna: rząd zabiera samorządom, więc te będą musiały szukać tych pieniędzy gdzie indziej – wyjaśnia prezydent Rybnika.
Osiem organizacji samorządowych na początku sierpnia wystosowało apel do rządu, w którym zwracają uwagę na skutki projektowanych zmian. Uruchomiony przez nie kalkulator na stronie www.natwojkoszt.pl pozwala też wyliczyć, ile poszczególne miasta stracą na Polskim Ładzie już w 2022 roku.
– Tym samym korzyści, o których mówi rząd, w postaci kilkudziesięciu złotych miesięcznie dla najmniej zarabiających, znikną wraz z gigantycznym spadkiem budżetów powiatowych i gminnych i koniecznością większej dopłaty do obiadów dzieci w szkołach, likwidacji dodatkowej matematyki czy gminnego programu szczepień dla seniorów. Uderzy to przede wszystkim w najuboższych, najmniej zarabiających i pogorszy ich sytuację życiową – czytamy w liście, pod którym podpisały się m.in. Unia Metropolii Polskich, Związek Miast Polskich i Związek Gmin Wiejskich RP.
– Przede wszystkim bardzo byśmy chcieli, żeby dochody miast były czymś pewnym. Nie chcemy klientelizmu zakładającego, że o każdy wydatek samorząd musi wnioskować. Pewne pieniądze to te, które są w budżecie i są stałym dochodem gminy – mówi Piotr Kuczera.
Szacunki Ministerstwa Finansów zakładają, że wskutek zmian podatkowych zapowiedzianych w Polskim Ładzie dochody samorządów mają spaść o ok. 13–14 mld zł rocznie (a budżetu centralnego o 5–7 mld zł), choć opracowania ekspertów samorządowych wskazują na kwoty wyższe. Ten ubytek ma zrekompensować zapowiedziana przez premiera Mateusza Morawieckiego subwencja inwestycyjna, której wysokość będzie wyliczana na bazie algorytmu określonego w ustawie o podatku dochodowym.
Samorządowcy liczą się jednak z tym, że obiecane subwencje nie pokryją im utraty dochodów. Krytykują również postępującą centralizację państwa ze szkodą dla lokalnych społeczności. Chcą zachowania obecnego systemu finansowania samorządów, w którym pieniądze podatników zostają najbliżej miejsca ich pracy i życia, oraz zwiększenia udziału JST w podatku PIT z obecnych 50,08 do 68,42 proc.
– Zwiększenie udziału samorządów w Picie byłoby elementem dobrze widzianym – mówi przewodniczący Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. – Nie ma co ukrywać, mamy w tej chwili do czynienia z procesem centralizacji państwa. Mam wrażenie, że przerzucenie akcentu na możliwość pozyskiwania pieniędzy w postaci konkursowej – też nie do końca transparentnej, jak wiemy z kilku ostatnich programów – to jest dominująca tendencja w ostatnich latach. Chcielibyśmy odwrócenia tego typu trendów.
Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych, do którego należy również Śląski Związek Gmin i Powiatów, w swoim stanowisku z czerwca br. postuluje o wprowadzenie mechanizmu zapewnienia samorządom także udziału w podatku VAT, a także zapewnienie JST zwolnienia z VAT od towarów i usług nabywanych do realizacji projektów inwestycyjnych.






































