Strona główna Autorzy Posty przez Redaktor

Redaktor

968 POSTY 0 KOMENTARZE
PolskaBiz.pl - Biznesowy Portal Informacyjny. Za pomocą naszego serwisu szybko i skutecznie wypromujesz swoją firmę, usługi, produkty lub opublikujesz komunikaty PR. Pomagamy małym firmom w rozwoju - zacznij promować swój biznes już dziś. Więcej informacji na BizPress.pl Redakcja PolskaBiz.pl informuje, że artykuły, fotografie i komentarze publikowane są przez użytkowników "Serwisów skupionych w Grupie BizPress.pl". Publikowane materiały i wypowiedzi są ich własnością i ich prywatnymi opiniami. Redakcja PolskaBiz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.
257FaniLubię
567ObserwującyObserwuj
388ObserwującyObserwuj
19ObserwującyObserwuj

Najczęściej czytane

Proekologiczne oczekiwania konsumentów zmieniają politykę firm. Widać to zwłaszcza w handlu internetowym

Aktualizacja 1.02.23 10:00

Co piąty Polak dba o środowisko i myśli o ekologii – wynika z badania Open Research, które pokazuje też, że społeczna świadomość związana z ekologią rośnie. Także podczas zakupów – według danych podawanych przez DS Smith, ponad 46 proc. Polaków zastanawia się, co zrobi z opakowaniem po zakupionym produkcie, a 50 proc. z nich wybiera wyłącznie opakowania, które można później poddać recyklingowi. Eksperci wskazują, że tzw. zielony e-commerce to w tej chwili jeden z najważniejszych trendów w internetowym handlu, ale z biegiem czasu ekologia będzie mieć rosnący wpływ na politykę firm niemal z każdej branży. Wymuszą to właśnie stale rosnące oczekiwania konsumentów w zakresie ochrony środowiska i klimatu. 

– Badania panelu Ariadna pokazały, że w tej chwili tylko dla 35 proc. Polaków ważne jest, czy firma spełnia normy środowiskowe, czy dba o społeczną odpowiedzialność. To oznacza, że dla ponad 60 proc. Polaków ten aspekt wciąż nie jest ważny, liczy się raczej rachunek ekonomiczny. Jednak zmiany muszą nadejść. Jeżeli mniejsze, polskie firmy chcą współpracować z tymi największymi, muszą spełniać pewne wymagania środowiskowe – mówi Damian Kuraś, dyrektor Instytutu ESG. – Ja bym apelował do Polaków, żeby kupowali mniej, żeby sprawdzili w koszyku w centrum handlowym, czy naprawdę potrzebują tak wielu tanich towarów. Być może warto kupić trochę mniej, ale mieć świadomość, że dany produkt rzeczywiście powstał w sposób zrównoważony i z poszanowaniem dla planety.

Według ubiegłorocznego raportu Ministerstwa Klimatu i Środowiska, aż 81 proc. Polaków raczej dobrze bądź zdecydowanie dobrze ocenia własną postawę ekologiczną. Jednak te deklaracje nie zawsze idą w parze z realnymi działaniami na rzecz środowiska i klimatu. Tylko niecała połowa (47 proc.) wymieniła całe domowe oświetlenia na energooszczędne żarów LED, a jeśli odłączają od gniazdka nieużywane ładowarki, to raczej ze względów ekonomicznych niż ekologicznych. Polacy znacznie częściej wybierają też samochód niż inne, bardziej ekologiczne sposoby dojazdu do pracy, a 33 proc. przyznaje, że stara się pilnować ekonawyków nawet na wakacjach, ale nie zawsze im to wychodzi („raport Ekologiczne zachowania Polaków” 2022, MKiŚ).

– Życie w ten sposób potrafi być trudne, ponieważ wymaga wyrzeczeń. Jesteśmy narażeni na wiele pokus, przede wszystkim na działanie reklam, marketing, ciągle pojawiają się produkty, których wydaje nam się, że potrzebujemy. Brak czasu też powoduje, że często próbujemy wybrać najprostsze albo najtańsze rozwiązania, to wszystko jest wyzwaniem – mówi propagatorka ruchu zero waste Anna Czartoryska-Niemczycka.

Są też jednak pozytywy: zdecydowana większość społeczeństwa przyznaje się do segregowania śmieci (85 proc.) oraz korzystania z toreb i opakowań wielokrotnego użytku (85 proc.) i oszczędzania energii w domu i w pracy (78 proc.). Co piąty Polak zachowuje się wzorowo, jeśli chodzi o dbanie o środowisko i globalne myślenie o ekologii – wynika z ubiegłorocznego badania Open Research, które pokazuje też, że Polacy całkiem dobrze orientują się w pojęciach dotyczących ekologii, a społeczna świadomość związana z tym tematem z biegiem czasu rośnie. Także podczas zakupów, bo – jak wynika z badania – już 39 proc. Polaków woli wybierać marki, które dbają o środowisko, średnio co trzeci kupuje ekologiczne kosmetyki i produkty spożywcze.

– Polscy konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na to, czy kupują ekologicznie – mówi Kamila Koźbiał, dyrektor marketingu DS Smith w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. – Coraz ważniejsze jest dla nich również to, co dzieje się wokół produktu, który kupują. Dla przykładu widzimy, że w kanale e-commerce konsumenci chcą mieć pewność, że kupowane przez nich produkty są wysyłane w ekologicznych, odpowiednio dopasowanych opakowaniach. Są świadomi tego, że zbyt duże opakowanie, w którym jest mały produkt, generuje bardzo duży koszt środowiskowy.

Jak podaje DS Smith, jeden z największych producentów opakowań, każdego roku w zbyt dużych opakowaniach do polskich konsumentów dostarczanych jest ponad 40 mln m3 powietrza. Takie pakowanie przesyłek w źle dopasowane pudełka generuje prawie 2,5 mln dodatkowych kursów samochodów dostawczych, co przekłada się na ponad 42 tys. ton zbędnego CO2. Równie dużym problemem środowiskowym są materiały wykorzystywane do pakowania paczek – ze względu na ich zbyt duży rozmiar w Polsce marnuje się rocznie blisko 89 tys. t tektury i ok. 333 mln mkw. plastikowej taśmy klejącej.

– Konsumenci chcą wiedzieć, z czego wykonane są opakowania produktów, czy są one papierowe czy plastikowe, czy można je poddać recyklingowi – mówi Kamila Koźbiał.

Według danych UKE, w 2021 roku do rąk polskich konsumentów trafiały średnio 2 mln przesyłek dziennie. Z badań zleconych przez DS Smith wynika, że 40 proc. z nich zdarza się odbierać paczki, które są zbyt duże w stosunku do wysłanego produktu, a 43 proc. uważa, że sprzedawcy używają do ich spakowania zbyt dużej ilości taśmy. Tymczasem dziś konsument oczekuje czegoś wręcz przeciwnego - blisko połowa (46 proc.) chce otrzymywać zamawiane produkty w ekologicznych opakowaniach pochodzących z recyklingu.

– Mając świadomość, jak duży wpływ na środowisko mają tego typu praktyki, konsumenci się im sprzeciwiają. Około 1/3 wyraźnie deklaruje, że jeżeli otrzymuje swoje produkty spakowane w zbyt dużym opakowaniu, to następnym razem rozważy zakup u innego dostawcy, a 18 proc. deklaruje, że na pewno nie kupi więcej w takim sklepie – mówi dyrektor marketingu DS Smith w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Z ubiegłorocznego raportu „Green Generation”, który powstał m.in. przy współudziale Allegro, wynika, że aż 85 proc. polskich internautów i 77 proc. e-kupujących zauważa podczas zakupów w sieci różne nieekologiczne praktyki sklepów. Z kolei raport Gemiusa „E-commerce w Polsce 2022” pokazuje, że dla niemal połowy badanych ważny bądź bardzo ważny jest wpływ formy dostawy i zwrotu zamówionej przesyłki na środowisko. Tzw. zielony e-commerce to w tej chwili jeden z najważniejszych trendów w internetowym handlu.

Presja ze strony konsumentów jest dzisiaj równie skuteczna jak regulacje prawne, czy potrzeba obniżania kosztów funkcjonowania produktu w całym łańcuchu dostaw – mówi Kamila Koźbiał. – Ma to wpływ na politykę środowiskową firm. Wiedząc, czego oczekują konsumenci, firmy dostosowują się do ich wymogów. Widać to szczególnie w przypadku gigantów rynkowych. Ich działania mają też największy wpływ, ze względu na skalę. Jeżeli wyobrazimy sobie dużą międzynarodową firmę z branży FMCG, to często jedna mała zmiana – chociażby np. o milimetr mniejsze opakowanie – generuje oszczędności środowiskowe w całym łańcuchu dostaw. Ten 1 mm może się przełożyć na np. 20 proc. wzrost ilości produktu w jednym transporcie , co przelicza się na mniej samochodów na drodze i obniżenie emisji CO2.

– Trzeba też zauważyć, że na rynek pracy i na rynek konsumencki wchodzi młode pokolenie 20-latków, dla którego zmiany klimatu i środowisko są bardzo ważne. I ci ludzie sprawdzają, czy firma, w której albo chcą pracować albo od której chcą kupować produkty, działa w sposób zrównoważony. Ta presja – wraz z rosnącą liczbą młodych ludzi, dla których jest to ważne – będzie tylko rosła – dodaje dyrektor Instytutu ESG Damian Kuraś.

Jak wskazuje, w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju najbardziej zaawansowane są duże firmy i korporacje, które od lat są obecne na międzynarodowych, bardziej rozwiniętych rynkach, gdzie większa jest też świadomość ekologiczna konsumentów. To one są pionierami zmian, ale prośrodowiskowe rozwiązania muszą wdrażać w tej chwili coraz mniejsze podmioty. Skłania je do tego nie tylko presja konsumentów, ale i aktualna sytuacja polityczno-gospodarcza wywołana wojną w Ukrainie.

– Firmy, które chcą się rozwijać, muszą jak najszybciej wprowadzać zmiany prośrodowiskowe, wdrażać technologie, które będą ograniczały zużycie energii i surowców. Muszą też tworzyć nowe produkty i usługi, które będą dostosowane do tej zielonej zmiany – podkreśla Damian Kuraś. – Takie działania są niezbędne, ponieważ wojna w Ukrainie sprawiła, że wzrosły ceny energii, spadła dostępność paliw. Firmy muszą więc przejść transformację energetyczną, inwestować w technologie dzięki którym będą oszczędzać surowce, generować mniej odpadów. Dzięki temu będą konkurencyjne na rynku. Wcześniej dużo mówiło się o tym, że wiele z nich robi tzw. ekościemę, czyli pozorowane ruchy ekologiczne i oczywiście to cały czas ma miejsce. Jednak biorąc pod uwagę, że ceny energii i surowców rosną, to tak naprawdę dziś w zdrowym interesie firm nie są działania pozorowane, ale aktywne działania na rzecz oszczędzania tych zasobów.

Rynkowi eksperci wskazują, że zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność biznesu w nadchodzących latach znacząco wpłyną na politykę firm niemal z każdej branży. Wymuszą to właśnie rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące ochrony środowiska i klimatu. Badanie przeprowadzone przez Unilever pokazało, że już w 2017 roku ponad 33 proc. konsumentów deklarowało, że wybiera marki, które w ich opinii działają prospołecznie i proekologicznie, a z upływem czasu ten odsetek rośnie. Wciąż potrzebna jest jednak zakrojona na szeroką skalę edukacja ekologiczna, która skłania Polaków do działań na rzecz środowiska i klimatu, a tym samym oddziałuje również na politykę poszczególnych marek.

– Cieszy mnie to, że edukacja w zakresie ochrony środowiska – o tym, jaki mamy na nie wpływ , dlaczego trzeba segregować śmieci albo dlaczego trzeba zakręcać wodę – trafia już do dzieci od najmłodszych lat. Myślę, że gdy już będą dorosłymi i świadomymi konsumentami, być może będą podejmowali trochę inne decyzje niż my – mówi Anna Czartoryska-Niemczycka, aktorka.

Bezrobocie w Polsce wciąż jest na niskim poziomie. Spowolnienie gospodarcze może jednak wymusić na...

Na razie stopa bezrobocia pozostaje na niskim poziomie 5,2 proc. Sytuacja na rynku pracy będzie jednak mocno skorelowana z bieżącą sytuacją gospodarczą, ale także z perspektywami polskiej gospodarki, którą czeka spowolnienie. Widać to po danych makroekonomicznych za grudzień 2022 roku. Badania wskazują też, że przybywa firm, które w najbliższych miesiącach planują redukcje zatrudnienia. Najbardziej zagrożone są te branże, na których produkty spada popyt. To m.in. meble oraz sprzęt RTV i AGD.

Wiemy, że w 2023 roku będzie spowolnienie, ważne jest, jak będzie wyglądała perspektywa roku 2024, a to trochę zależy od tego, czy dostaniemy KPO, bo to będzie potężny zastrzyk dla gospodarki. Dziś mamy do czynienia z sytuacją, w której właściwie inwestycje stanęły i firmy bardzo mocno liczą pieniądze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Jacek Męcina, prof. UW, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. − Wstrzymane zostały w większości firm rekrutacje, a czy będą szersze restrukturyzacje, to właśnie zależy od tej perspektywy. Jeżeli będą pozytywne informacje o starcie inwestycji, m.in. tych związanych z planem odbudowy i dodatkowymi środkami unijnymi, spodziewam się, że bezrobocie wzrośnie niewiele, do poziomu mniej więcej 5,8−5,9 proc.

W grudniu 2022 roku bezrobocie w Polsce wzrosło minimalnie do 5,2 proc. To wciąż jeden z najniższych wskaźników w historii. Jednak zdaniem Jacka Męciny, jeśli nie będzie środków i perspektyw rozwojowych, a dodatkowo pojawią się zbyt duże roszczenia płacowe, na poziomie powyżej 12–13 proc., to firmy będą zmuszone wdrożyć programy restrukturyzacji, co zaowocowałoby bezrobociem rzędu 6–6,8 proc. na koniec 2023 roku. Największe ryzyka będą dotykać branże związane z konsumpcją dóbr trwałych, czyli budownictwa, branży motoryzacyjnej, a także np. AGD. Cięciom podlegają także usługi marketingowe oraz plany związane z robotyzacją i automatyzacją, które przełożą się na pozycję konkurencyjną polskiej gospodarki.

Firmy koncentrują się na pracownikach wysoko kwalifikowanych, którzy są potrzebni po to, aby procesy czy to produkcji, czy to świadczenia usług były prowadzone bardziej profesjonalnie. Natomiast spada zapotrzebowanie na pracowników z prostymi kwalifikacjami – mówi dr Jacek Męcina. − Pracodawcy mocno odczuwają skutki zmian podatkowych związanych z Polskim Ładem, później wielokrotnie poprawianym. I o ile we wcześniejszych latach czy to z dużymi podwyżkami minimalnego wynagrodzenia, czy dynamiką wzrostu płac, czy zmianami podatkowymi radziły sobie, w tym roku widać wyraźnie, że spowolnienie i problemy gospodarcze przełożyły się także na kłopoty firm. Do tego dochodzą wyższe koszty energii i presja płacowa.

Jak wynika z 46. edycji badania „Plany pracodawców”, zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad wspólnie z GfK, zdecydowana większość pracodawców w skali kraju (74 proc.) w najbliższych miesiącach planuje pozostawić zatrudnienie na obecnym poziomie. To rekord w historii badania. Zwiększenie zatrudnienia w nowym roku prognozuje natomiast 16 proc. firm i jest to wynik o 9 pkt proc. gorszy niż w poprzedniej edycji badania i o połowę niższy niż przed rokiem. Przybywa natomiast firm, które w najbliższych miesiącach będą redukować zatrudnienie (7 proc., wzrost o 3 pkt proc. w ciągu pół roku). Dodatkowo firmy czekają zmiany w prawie pracy.

− W tym roku będą wchodzić w życie przepisy o pracy zdalnej i przepisy dotyczące kontroli trzeźwości, ale już rząd przyjął duże zmiany związane z implementacją dyrektywy work−life balance oraz dyrektywy informacyjnej, która nałoży cały szereg nowych obowiązków na przedsiębiorców – informuje dr doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. − To są dodatkowe urlopy, pięć dni urlopu na opiekę nad wymagającym opieki członkiem rodziny, to mogą być dzieci, ale mogą być także np. nasi starsi rodzice czy współmałżonek. To jest pięć dni niepłatnego urlopu, a do tego dochodzą jeszcze dwa dni płatne w połowie wymiaru wynagrodzenia pracownika związane z tzw. nadzwyczajnymi okolicznościami. Te zmiany oznaczają także, że ograniczymy możliwość stosowania umów na czas określony, a w każdym razie objęte one zostaną szerszą ochroną.

Wymiana taboru w polskiej kolei regionalnej na rekordową skalę. Polregio kupi 200 nowych składów...

Około 200 składów elektrycznych, wartych ponad 7 mld zł, zasili do 2026 roku tabor Polregio, czyli największego w Polsce przewoźnika kolejowego, który wczoraj podpisał w tej sprawie umowy ramowe z producentami. To rekordowe jak dotąd zamówienie dla polskiej kolei regionalnej, które w dużej mierze sfinansują środki unijne. Nowoczesne pociągi, wyposażone m.in. w Wi-Fi i klimatyzację, zaczną już za dwa lata sukcesywnie się pojawiać we wszystkich województwach, z którymi Polregio ma podpisane umowy. 

– To jest kamień milowy, jeśli chodzi o polską kolej regionalną, która w każdym cywilizowanym kraju stanowi 80-85 proc. przewozów. U nas jest trochę inaczej, ale to się zmienia. Ten nowy tabor pomoże przekroczyć tę granicę – mówi agencji Newseria Biznes Artur Martyniuk, prezes zarządu Polregio.

Umowy ramowe zostały podpisane z czterema producentami taboru na dostawę do 200 składów elektrycznych, w tym ok. 15 pojazdów wodorowych i hybrydowych. To spółki FPS H. Cegielski, Pesa Bydgoszcz, Newag oraz Stadler Polska, które w ciągu trzech najbliższych lat mają dostarczyć nowoczesne, funkcjonalne pociągi z Wi-Fi i klimatyzacją, które będą osiągać prędkość do 160 km/godz., a dzięki temu na zmodernizowanych i przystosowanych do takiej prędkości odcinkach skróci się czas podróży.

– Ta umowa doprowadzi do wielkiej modernizacji całego taboru Polregio, który obsługuje miliony polskich pasażerów dojeżdżających codziennie do pracy, szkół, szpitali. W dość krótkiej perspektywie czasowej nasi obywatele będą mieć możliwość podróżowania wygodnymi, bezpiecznymi pociągami na krótkich odległościach – mówi Arkadiusz Mularczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. – Ten nowy tabor będzie produkowany w Polsce. Tak więc w sumie są to cztery spółki, z których część należy do polskiego kapitału, ma produkcję w naszym kraju. To stwarza szansę na nowe miejsca pracy i podatki, które zostaną w Polsce – dodaje.

Nowy tabor dla Polregio to rekordowe jak dotąd zamówienie dla polskiej kolei regionalnej, warte łącznie ponad 7 mld zł. To finansowanie będzie pochodzić w dużej mierze z unijnych grantów i pożyczek (w tym z Krajowego Planu Odbudowy oraz programów FENiKS i RPO) oraz innych źródeł (m.in. z Europejskiego Banku Inwestycyjnego), a także komercyjnych instrumentów dłużnych i środków własnych przewoźnika, który znajduje się obecnie w stabilnej sytuacji finansowej. W ostatnich dwóch latach zabezpieczył blisko 10 mld zł po stronie przychodów do 2030 roku w wieloletnich umowach z urzędami marszałkowskimi. Teraz posłużą one jako zabezpieczenie zobowiązań zaciągniętych przez Polregio na zakup nowego taboru.

Nowe pociągi dla Polregio zostaną zamówione w dwóch wersjach: krótszej, dwuczłonowej (maksymalnie 60 składów i co najmniej 130 miejsc siedzących w każdym) oraz dłuższej, trzyczłonowej (maksymalnie 140 składów po minimum 210 miejsc siedzących). Oprócz klimatyzacji i bezprzewodowego internetu będą wyposażone m.in. w system dynamicznej informacji pasażerskiej, a ich układ wnętrza zostanie przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością – pojazdy będą niskopodłogowe i jednoprzestrzenne, z pochylnią lub automatyczną windą.

– Te 200 nowych składów wprowadzonych do ruchu wymieni bardzo zużyte i mało komfortowe wozy. Zmiana będzie fundamentalna – mówi Krzysztof Zdziarski, prezes PESA SA. – Dziś tabor przygotowujemy już nie tylko do podróży, ale również do pracy, więc on jest wyposażony m.in. w szybkie łącza i stoły, na których można rozłożyć laptopy, żeby ten czas przejazdu, z reguły wynoszący do godziny, wykorzystać efektywnie.

Podpisanie umów ramowych to jak na razie pierwszy krok na drodze do pozyskania nowego taboru. Kolejnym będzie udział Polregio w konkursach, których ogłoszenie planuje Centrum Unijnych Projektów Transportowych. Od momentu rozstrzygnięcia konkursu przez CUPT spółka w ciągu kilku tygodni ogłosi aukcję elektroniczną, a następnie na jej podstawie podpisze umowę lub umowy wykonawcze z producentami nowego taboru.

– Umowy ramowe zostały podpisane, ale teraz czas na kolejne kroki – m.in. warunki przetargowe, specyfikacje pojazdów etc. – które są już w przygotowaniu i powinny nastąpić na przestrzeni kilku następnych tygodni. Musi nastąpić koncentracja na umowach wykonawczych, dopiero wtedy rozpocznie się produkcja taborów – mówi Krzysztof Zdziarski.

Zgodnie z harmonogramem pierwszy pociąg zamówiony przez Polregio ma zostać dostarczony w 2025 roku, a koniec dostaw nastąpi w lipcu 2026 roku. Nowe składy będą się sukcesywnie pojawiać we wszystkich województwach, z którymi Polregio ma podpisane umowy wieloletnie.


Nowy tabor dla Polregio to punkt kulminacyjny wieloletniego programu inwestycyjnego, który jest największym w historii tej spółki. Jego realizacja pozwoli na znaczne podniesienie komfortu podróży pasażerów i dalszy rozwój siatki połączeń, a w efekcie zwiększy liczbę pasażerów i przychody spółki z działalności podstawowej, czyli realizacji przewozów pasażerskich.

– Wymiana starego taboru na nowy, modernizacja i budowa nowych punktów utrzymania taboru oraz rozwój siatki połączeń, w tym wysoka częstotliwość kursowania pojazdów na danym odcinku, są ważnymi elementami rozwoju kolei regionalnej – podkreśla prezes Polregio Artur Martyniuk. – Ze wsi czy małego miasteczka do dużego miasta składy powinny jeździć co 15 minut, żeby pani Kowalska i pan Kowalski, którzy przyjdą na nasz przystanek, bez uczenia się rozkładu jazdy na pamięć wiedzieli, że jeśli się spóźnią, to na kolejną będą musieli czekać 15 minut. To jest bardzo ważne i to jest też kwestia większego finansowania ze strony marszałków województw, organizatorów transportu. Im większe finansowanie, tym większa siatka połączeń. Mając do tego nowy bądź zmodernizowany tabor, będziemy mogli jeszcze lepiej świadczyć nasze usługi, bo my przede wszystkim mamy pomagać Polkom i Polakom, żeby zaspokoić ich podstawową potrzebę, jaką jest swobodne, codzienne przemieszczanie się.

Od 5 lutego będą obowiązywać kolejne dotkliwe sankcje wobec Rosji. UE i USA walczą...

Embargo na import ropy drogą morską do państw UE i „kaganiec cenowy” na dostawy do krajów trzecich, które weszły w życie 5 grudnia ub.r., to jedna z najbardziej dotkliwych do tej pory sankcji wymierzonych w Rosję. – Już przygotowujemy się do ich kolejnego etapu. 5 lutego br. wejdzie w życie embargo na import z Rosji produktów naftowych i kolejny pułap cenowy na takie produkty – mówi Iwona Wiśniewska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jak ocenia, te kroki wymierzone w rosyjski sektor energetyczny ograniczą jej wpływy do budżetu centralnego, ale i tak wiele zależy od tego, czy i jak Rosji uda się obejść embargo. Dlatego potrzebne jest uszczelnianie nakładanych sankcji.

 Unia Europejska wprowadziła do tej pory dziewięć pakietów sankcji na Rosję. Oczywiście te najbardziej istotne, ograniczające działanie rosyjskiej gospodarki, były nakładane na początku, a kluczowy jest szósty pakiet, w którym wprowadzono sankcje na sektor energetyczny. Teraz dopiero obejmują one sektor naftowy. Mam wrażenie, że w tym momencie Unia Europejska koncentruje się przede wszystkim na uszczelnianiu sankcji, które już zostały wprowadzone, obserwuje efekty tych sankcji naftowych – mówi agencji Newseria Biznes Iwona Wiśniewska, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

W połowie grudnia ub.r. UE przyjęła dziewiąty pakiet sankcji gospodarczych i indywidualnych wobec Rosji w odpowiedzi na wywołaną przez nią wojnę oraz nasilenie ataków na ludność i infrastrukturę cywilną. Wśród podmiotów objętych nowymi sankcjami są m.in. rosyjski Regionalny Bank Rozwoju, cztery kanały telewizyjne oraz firmy zbrojeniowe, które nie będą mogły handlować z przedsiębiorstwami unijnymi, a ich majątek w Europie zostanie zamrożony. Nowy pakiet obejmuje również zakaz inwestycji w rosyjskie górnictwo, zakaz świadczenia usług w zakresie reklamy i badań rynku przez firmy unijne oraz zakaz zajmowania stanowisk w rosyjskich podmiotach przez obywateli UE. Ta dodała ponadto do listy sankcyjnej 49 podmiotów i 141 osób, zaangażowanych m.in. w ataki na ludność cywilną i porwania ukraińskich dzieci.

Oprócz sankcji wymierzonych w konkretne podmioty pakiet obejmuje też embargo eksportowe na towary, które mogą być przydatne rosyjskiemu wojsku: drony, silniki samolotowe i części do nich (bezpośredni zakaz wywozu do Rosji i każdego państwa trzeciego, które mogłoby je jej dostarczać), niektóre chemikalia, elektronikę i komponenty informatyczne o potencjalnym zastosowaniu militarnym. Sankcjami sektorowymi zostało objętych 168 podmiotów powiązanych z rosyjskim kompleksem wojskowym i przemysłowym. Żeby zapobiec ich obchodzeniu, w wykazie umieszczono również podmioty kontrolowane przez Rosję z siedzibą na terytorium bezprawnie zaanektowanego Krymu i w Sewastopolu.

Według ekspertów nowy pakiet sankcji nie będzie stanowić zbyt poważnego uderzenia w rosyjską gospodarkę. Dużo większe konsekwencje będzie mieć dla niej embargo na import drogą morską ropy do państw UE, które weszło w życie 5 grudnia ub.r.

– Jednocześnie został wprowadzony pułap cenowy (price cap) na eksport rosyjskiej ropy drogą morską do państw trzecich, czyli wszystkich państw poza G7. Ropa eksportowana po cenie powyżej 60 dol. za baryłkę nie może być obsługiwana przez podmioty europejskie, amerykańskie czy kanadyjskie, czyli wszystkie podmioty z państw G7 plus Australia – mówi analityczka OSW.

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, to posunięcie w praktyce oznacza, że podmioty zarejestrowane w krajach reprezentujących 46 proc. światowego PKB nie mogą teraz importować z Rosji ropy drożej niż w cenie 60 dol. za baryłkę oraz 5 proc. poniżej średniej ceny rynkowej. Natomiast spedytorzy i ubezpieczyciele transportu morskiego zarejestrowani w UE nie mogą brać udziału w transporcie rosyjskiej ropy do państw trzecich przy zakupie po cenie wyższej od ustalonego limitu. To dotkliwe, ponieważ firmy z UE są właścicielami około 40 proc. światowych statków transportowych, a przedsiębiorstwa z państw G7 ubezpieczały większość przewozów rosyjskiej ropy.

W odpowiedzi 27 grudnia ub.r. Władimir Putin podpisał dekret w sprawie środków mających stanowić odpowiedź na wprowadzone przez Zachód ograniczenia cenowe na rosyjską ropę i produkty naftowe. Dokument całkowicie wstrzymuje eksport do tych krajów, które będą stosować pułap cenowy.

Te sankcje nałożone w grudniu ub.r. na rosyjski sektor naftowy są najbardziej dotkliwe, a już przygotowujemy się do ich kolejnego etapu – 5 lutego br. wejdzie w życie embargo na import z Rosji do Unii Europejskiej produktów naftowych i kolejny pułap cenowy na takie produkty – mówi Iwona Wiśniewska.

Zakaz zakupu, importu i transferu ropy naftowej i rafinowanych produktów ropopochodnych z Rosji do UE to odsunięty w czasie mechanizm szóstego pakietu sankcyjnego, który UE przyjęła już na początku czerwca ub.r. Wprowadzono w nim odstępstwo dotyczące ropy naftowej importowanej rurociągiem do państw UE, które z powodu położenia geograficznego są szczególnie uzależnione od dostaw z Rosji i nie mają innych realnych opcji. Mimo to najwięksi dotychczasowi odbiorcy rosyjskiej ropy rurociągowej, czyli Niemcy i Polska, ogłosili, że całkowicie wstrzymają import tego surowca. Jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny, te kroki zmuszą Rosję do ograniczenia lub przekierowania w sumie ok. 25 proc. swojego eksportu.

– Te sankcje są bardzo znaczące o tyle, że sektor energetyczny jest podstawą rosyjskiej gospodarki. Tak więc uderzając w sektor naftowy, ograniczamy dochody do rosyjskiego budżetu – mówi ekspertka.

Według danych Bruegela, europejskiego think tanku specjalizującego się w analizach ekonomicznych, od 2006 roku ponad 60 proc. dochodów budżetu federalnego Rosji pochodziło ze sprzedaży ropy i gazu (przy czym udział ropy naftowej był około pięciokrotnie wyższy niż gazu ziemnego). Dlatego jeśli sankcje zadziałają poprawnie, ograniczą zyski Federacji Rosyjskiej, które bezpośrednio finansują machinę wojenną reżimu Putina. 

Rosyjska ropa może wciąż docierać do europejskiego rynku w postaci produktów naftowych, ale wyprodukowanych już w państwach trzecich. To oznacza, że kraje takie jak Turcja, Indie czy państwa Zatoki Perskiej będą importować surową rosyjską ropę zgodnie z pułapem cenowym, poniżej 60 dol. za baryłkę, przerabiać ją w rafineriach, a produkty uzyskane z tej ropy sprzedawać do UE. To jest kanał, przez który rosyjska ropa pośrednio mogłaby dotrzeć do Unii. Natomiast nie zmienia to faktu, że Rosjanie i tak będą zarabiać na tej ropie znacznie mniej niż wcześniej. Ten główny efekt, który chcą uzyskać państwa G7, czyli zredukować dochody rosyjskiego budżetu z sektora energetycznego, i tak zostanie osiągnięty – mówi Iwona Wiśniewska.

Ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich zauważa, że istnieje też szansa na to, że Federacja Rosyjska będzie próbować wprost obchodzić sankcje nałożone na jej sektor naftowy.

– Słyszeliśmy w ostatnich tygodniach o tym, że Rosjanie skupują tankowce i rozwijają swoją flotę, żeby obejść ten pułap cenowy i móc dalej eksportować. Z drugiej strony była mowa o tworzeniu jakiejś szarej floty tankowców, nie wiadomo do kogo należącej, co też jest pomysłem na obchodzenie unijnego embarga na rosyjską ropę – zwraca uwagę. – Te tankowce, wypływając z ropą z rosyjskich portów, gdzieś na morzu wyłączają urządzenia identyfikujące, przeładowują surowiec na tankowce pod inną banderą, które mają już możliwość wpływania do unijnych portów. To jest oczywiście nielegalne, zarówno Unia, jak i Stany Zjednoczone próbują z tym walczyć.

Z analiz organizacji pozarządowej Global Witness wynika, że w ubiegłym roku w poszczególnych miesiącach od 34 do 52 proc. eksportu rosyjskiej ropy odbywało się przy udziale statków i przedsiębiorstw zarejestrowanych na Cyprze, Grecji i Malcie.

Państwa członkowskie UE różnie definiują w tej chwili naruszanie sankcji i przewidują różne kary. Dlatego 28 listopada 2022 roku Rada UE jednogłośnie przyjęła decyzję o dodaniu naruszania sankcji do unijnego wykazu przestępstw zamieszczonego w Traktacie o funkcjonowaniu UE. Ma to zniechęcać do prób ich obchodzenia. W kolejnym kroku Komisja Europejska ma zaproponować dyrektywę ustanawiającą minimalne normy dotyczące definicji przestępstwa naruszania unijnych sankcji oraz kar za te naruszenia.

– Rosyjskie firmy dość dobrze radziły sobie z obchodzeniem sankcji nakładanych zaraz po wybuchu wojny – ocenia Iwona Wiśniewska. – Z sankcjami finansowymi walczył przede wszystkim bank centralny i rosyjskie ministerstwo finansów. Zdecydowano w marcu o wstrzymaniu wymienialności rubla, co spowodowało, że większość efektów tych sankcji została ograniczona, dewaluacja rubla, która miała miejsce na początku, została zahamowana, rubel bardzo się umocnił i też w ten sposób m.in. udało się zwalczyć inflację.

Jak wskazuje, sankcje sektorowe udaje się obchodzić z kolei głównie dzięki pomocy państw trzecich.

– To znaczy, że starają się importować potrzebne im towary m.in. przez Turcję czy Chiny. Natomiast te państwa próbują przede wszystkim doskonale zarabiać na Rosji, więc cena towarów sprowadzanych przez nie jest bardzo wysoka – mówi ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich. – Dodatkowo Chiny, zwłaszcza chińskie firmy państwowe, są dość ostrożne i obawiają się sankcji wtórnych, które mogłyby zostać na nie nałożone przez Stany Zjednoczone. Dlatego starają się przestrzegać sankcji, szczególnie technologicznych.

Rosja jest trzecim największym na świecie producentem ropy i jej największym eksporterem. Około 7 mln baryłek ropy i produktów ropopochodnych dziennie stanowi 38,5 proc. wartości całego rosyjskiego eksportu. Jeszcze w 2021 roku zyski ze sprzedaży ropy naftowej tylko do państw UE stanowiły ok. 10 proc. centralnego budżetu Federacji Rosyjskiej, a na unijny rynek trafiało ok. 3 mln baryłek rosyjskiej ropy dziennie. Z początkiem 2023 roku ten import ma wynosić nieco ponad 0,25 mln. Jak dotąd Rosji udało się znaleźć nowych odbiorców na ok. 1 mln baryłek dziennie, ale spadek popytu na rosyjską ropę wymusił znaczną obniżkę ceny (dane PIE i Bruegela).

Według ostatniej prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego gospodarka Rosji skurczy się o 3,4 proc. w 2022 roku (zamiast prognozowanych wcześniej 6 proc.) oraz 2,3 proc. w 2023 roku. Z kolei Bank Światowy za 2022 rok oczekuje spadku rosyjskiego PKB o 4,5 proc. zamiast prognozowanych wcześniej 8,9 proc. Władimir Putin poinformował ostatnio, że spadki są mniejsze, niż prognozowano, zarówno w kraju, jak i za granicą – między styczniem a listopadem 2022 roku PKB skurczyło się tylko o 2,1 proc., a w całym roku będzie to ok. -2,5 proc.

Amerykański producent sprzętu ochronnego chce z Warszawy obsługiwać globalną ekspansję. W tym celu zwiększy...

Pomimo wojny za wschodnią granicą Polska wciąż utrzymuje silną pozycję na rynku nowoczesnych usług dla biznesu. Jak wynika z danych ABSL, działa tu ponad 1,7 tys. centrów usług biznesowych prowadzonych przez firmy pochodzące z 46 państw, a zatrudnienie w branży przekracza 400 tys., przy czym firmy amerykańskie zatrudniają więcej pracowników niż jakiekolwiek inne kraje i chcą się tutaj rozwijać. Za przykład może posłużyć ostatnia inwestycja spółki MSA Safety, zajmującej się wyposażeniem z szeroko rozumianego obszaru bezpieczeństwa. Firma zamierza rozbudować swój warszawski hub biznesowy i zwiększyć w nim zatrudnienie o niemal 1/3. – Oczekujemy rozwoju naszej działalności w regionie EMEA, a Warszawa jest kluczowym elementem tego planu – mówi Bob Leenen, prezes MSA Safety ds. działalności międzynarodowej. 

– Rynek urządzeń bezpieczeństwa zdecydowanie jest wzrostowy. Zwiększenie bezpieczeństwa jest priorytetem dla firm na całym świecie, które chcą zadbać o swoich pracowników. Poza tym rządowe regulacje są w tym obszarze coraz bardziej wymagające. Perspektywy są więc bardzo obiecujące, również dla naszej firmy, która jest czołowym innowatorem w branży bezpieczeństwa – mówi agencji Newseria Biznes Bob Leenen.

MSA Safety jest globalnym liderem w rozwoju, produkcji i dostawie produktów, które chronią ludzi i infrastrukturę obiektów, takich jak np. hełmy i odzież ochronna dla strażaków, systemy wykrywania gazu i płomieni czy sprzęt chroniący przed upadkami z wysokości, które są główną przyczyną śmierci wśród pracowników budowlanych. Wywodząca się z USA firma zatrudnia 4,8 tys. osób w 40 różnych krajach, w tym ponad 400 inżynierów i naukowców, którzy opracowują nowe produkty rozwiązujące główne problemy związane z szeroko pojętym bezpieczeństwem. Działa w kilkudziesięciu krajach świata, a od lat 90. jest obecna również w Polsce.

– Planujemy w Warszawie dalszy rozwój. Mamy tu biuro i zamierzamy je rozbudować. Obecnie zatrudniamy w nim 220 pracowników, ale w kolejnych latach ich liczba wzrośnie do ponad 300. W miarę wzrostu naszej organizacji będziemy przenosić tutaj nowe procesy, prowadzić szkolenia i podejmować więcej działań tworzących wartość dodaną. Zamierzamy rozwijać naszą działalność w Warszawie i inwestować w tutejsze zespoły – zapowiada prezes MSA Safety ds. działalności międzynarodowej.

– Wybraliśmy Polskę, ponieważ jest to świetna lokalizacja, gdzie można pozyskać najlepszych pracowników, którzy znają wiele języków i mają duże doświadczenie w pracy z innymi firmami międzynarodowymi. Jesteśmy bardzo zadowoleni z pracowników, których udało nam się zatrudnić, mamy w Warszawie świetne zespoły – dodaje Glennis Williams, wiceprezes zarządu ds. zasobów ludzkich w MSA Safety.

Warszawski hub MSA Safety obsługuje klientów i partnerów biznesowych firmy w całej Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, zapewniając im wsparcie w kilkunastu językach. Centralizuje szeroki zakres funkcji biznesowych: od finansów i księgowości, przez zasoby ludzkie, IT, zakupy, logistykę, po obsługę klienta i marketing. Właśnie w tych obszarach amerykańska spółka zamierza w najbliższym czasie zwiększyć zatrudnienie o prawie 1/3.

– Poszukujemy wielu pracowników z obszaru usług dla biznesu, m.in. na stanowiska finansowe, kadrowe, informatyczne, związane z obsługą klienta i sprzedażą wewnętrzną. Będą oni wspierać nie tylko poszczególne regiony, ale także działalność globalną firmy – mówi Glennis Williams.

Decyzja o rozwoju naszej działalności w Polsce wynika z faktu, że przechodzimy transformację naszej działalności w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Ta transformacja opiera się na zwiększaniu wydajności, sprawności i koncentracji na wzroście. Utworzenie w Warszawie globalnego centrum usług biznesowych, które będzie obsługiwać rynek EMEA, jest jej istotnym filarem – dodaje Bob Leenen.

Jak wskazuje, warszawski hub usług biznesowych MSA Safety ma w nadchodzącym czasie stanowić bazę dla rozwoju firmy w całym regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka).

Nasze plany rozwoju dla Polski i całego regionu EMEA obejmują pełną koncentrację na wzroście przychodów – mówi prezes MSA Safety ds. działalności międzynarodowej.

Poza Polską MSA Safety ma jeszcze jedno globalne centrum usług wspólnych, które działa w Kuala Lumpur w Malezji i jest odpowiedzialne za wsparcie całego regionu Azji i Pacyfiku.

Z opracowanego przez ABSL raportu „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce 2022” wynika, że – pomimo wojny za wschodnią granicą – Polska wciąż utrzymuje silną pozycję na tym rynku. Na początku ubiegłego roku działało w naszym kraju 1714 centrów usług biznesowych prowadzonych przez 1068 firm pochodzących z 46 krajów. Zatrudnienie w branży nowoczesnych usług dla biznesu przekraczało 400 tys. osób (wzrost o ponad 40 tys. r/r), przy czym firmy amerykańskie zatrudniają więcej osób niż jakiekolwiek inne kraje (ponad 112 tys. miejsc pracy). Usługi, które świadczą zlokalizowane w Polsce centra usług wspólnych, stają się coraz bardziej zaawansowane kompetencyjnie i technologicznie, stąd też rosnące zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników. ABSL ocenia, że na koniec 2024 roku liczba zatrudnionych w sektorze może przekroczyć 500 tys. osób,

MSA Safety działa na rynku od przeszło 100 lat, a za jej początkami kryje się ciekawa historia. Firmę założyło dwóch braci, pracowników Amerykańskiego Biura Górniczego. Zaniepokojeni przypadkami śmierci w kopalniach węgla nawiązali oni współpracę ze słynnym wynalazcą Thomasem Edisonem i wspólnie stworzyli pierwszy produkt: zasilaną bateriami elektryczną lampę górniczą, która zastąpiła powodujące eksplozje lampy z otwartym płomieniem.